• Treningi
  • Testy
  • Dieta
  • Wydarzenia
4 Października 2022

Nie lubię biegać, ale wciąż mam z tego więcej korzyści – Cezary Kupiński po Berlin Maraton

Nie lubię biegać, ale wciąż mam z tego więcej korzyści – Cezary Kupiński po Berlin Maraton

Emocje po tegorocznym Berlin Maraton jeszcze nie opadły, a już ruszyła rejestracja na BMW Berlin Marathon 2023. Potrwa do 17 listopada 2022 r. Podobnie jak w przypadku wszystkich imprez Abbott World Marathon Majors Series (cyklu największych maratonów na świecie obejmującego maratony: Tokio, Boston, Londyn, Berlin, Chicago i Nowy Jork), prawo startu można uzyskać w drodze loterii. Szczęśliwcy zostaną poinformowani w grudniu. Data Berlin Maraton 2023 została ustalona na 24 września.

Powróćmy jeszcze na trasę rekordowej, minionej edycji, w której Eliud Kipchoge ustanowił nowy rekord świata 2:01:09 [więcej o rekordowym biegu Eliuda w materiale: Eliud Kipchoge – jak wyglądała droga do rekordu świata?]. Metę przekroczyło łącznie 34 879 finiszerów, wśród nich Cezary Kupiński z ekipy Sklep Biegacza Wrocław, który swoje zmagania zakończył z wynikiem 3:14:37. Jak wspomina start w Berlinie? Jakie są plusy i minusy dużych maratonów, a jakie bardziej kameralnych biegów? Zapraszamy do rozmowy!

Za Tobą cztery starty w Berlinie, nie nudzi Ci się Berlin Maraton?

Czarek: Dobre pytanie. Cały czas odkrywam coś nowego na tej trasie.

Cezary Kupiński na mecie BMW Berlin Maraton

Sprawdź buty adidas

 

Co w tym roku nowego odkryłeś?

Czarek: Przede wszystkim w tym roku biegłem bez presji czasowej. Nie miałem jakieś takiej mocnej pętli na szyi, nie zależało mi mocno na wyniku. Mogłem się bardziej wczuć w sygnały z mojego organizmu i podziwiać widoki w Berlinie oraz doping kibiców. Wcześniej jakoś specjalnie nie miałem na to czasu.

Bo byłeś wtedy skupiony na walce o wynik?

Czarek: Tak, co i nie do końca zawsze mi się udawało.

Jakie masz wrażenia z tegorocznego biegu?

Czarek: Bieg to przede wszystkim petarda, chociaż są moim zdaniem lepsze maratony, które wywołały na mnie większe wrażenie. Takim był np. Nowy Jork.

W Berlinie przyznam, nie podobała mi się organizacja Expo, dla mnie to jest jakaś porażka. Było tam trochę za dużo bałaganu, ale to może też fakt, że to jest naprawdę duży maraton i te 40 tysięcy ludzi plus kibice i rodzina, które przychodzą, powodują ogromne zamieszanie. Duże kolejki, ścisk, mały komfort.

W  tym roku jakoś tak bardziej to odczułeś?

Czarek: W tym roku jakoś tak to wyszło. Zazwyczaj jak byłem w Berlinie, to w piątek pojawiałem się w biurze zawodów i tam jeszcze nie było wtedy takich kolejek. Sobota, godzina jedenasta czy dwunasta tworzy taki duży dyskomfort.

Czym Cię tak urzekła organizacja w Nowym Jorku?

Czarek: Organizacja to jest po prostu mistrzostwo świata. Przyznam, że jako były policjant, popatrzyłem na Nowy Jork pod kątem bezpieczeństwa. Z racji doświadczenia trochę więcej widzę. Pochowani ochroniarze, system barierek, blokowania ulic, organizacji wolontariuszy wydających komunikaty proste, czytelne, tego w jaki sposób zawozi się zawodników na start, jak się tymi zawodnikami opiekuje, to jest najwyższa liga, tam się nie ma do czego doczepić.

Sam start maratonu, który rusza na moście na Brooklyn, wywołuje pierwszy dylemat – biec czy robić zdjęcia. Akurat trafiłem na takie widoki Manhattanu, że normalnie szczęka mi opadła. No i doping kibiców na trasie. Czegoś takiego nie widziałem w życiu. Chociaż trasa jest bardzo wymagająca w Nowym Jorku.

Berlin słynie z dużej liczby kibiców, w Nowym Jorku jest ich jeszcze więcej?

Czarek: Jeszcze więcej, jeszcze bardziej dopingujących, zespoły są poustawiane co 1-2 km. I to takie zespoły naprawdę grające w sposób bardzo profesjonalny. Oczywiście jest to też w Berlinie, ale w Nowym Jorku chciałoby się powiedzieć – jest „naj”. Cała ta muzyka etniczna, przegląd soul, reggae, blues… Chociaż oczywiście przy tym wszystkim Berlinowi nic nie można ująć, tam też się dzieje.

Startujesz w różnych maratonach, jakbyś miał wymienić wady i zalety takiego biegu bardziej kameralnego, jaki jest np. u nas w Polsce, a takiego wielkiego jak np. Berlin czy Nowy Jork?

Czarek: To zacznę może od wady takiego maratonu jak Berlin. Powszechnie uważa się, że Berlin ma mega szybką trasę i bardzo łatwo tam zrobić życiówkę. Te rekordy świata tam padają, to wszystko prawda, tym bardziej że w tym roku, jeżeli chodzi o Berlin – warunki pogodowe były idealne. Natomiast wadą jest to, że na starcie pojawia się ok. 40 kilka tysięcy ludzi, którzy w zasadzie startują falami, ale to się na trasie szybko miesza. 

Tam są mimo wszystko moim zdaniem dość krótkie punkty nawadniania. Nie zawsze one są też po jednej i po drugiej stronie ulicy, więc biegnąc na wynik, tak jak ja biegłem w 2019 r., uzyskując czas 3 godziny i 13 sekund, na punktach musiałem zwalniać, bo cały czas wpadałem na biegaczy, którzy się zatrzymywali, przystawali, zwalniali i po prostu był tłok. Tam nie ma optymalnego biegu. I stąd wynikają pewne czasowe straty dla biegnących już w granicach np. 3h.

Druga rzecz jest taka, że nawet biegnąc na wynik tak jak ja w tym roku, czyli 3.14-3:15, cały czas biegnę w tłumie. Czasami ciężko mi wejść w zakręt, by nie nadrabiać, nie mam takiego optymalnego toru biegu. Z drugiej strony może i lepiej, bo zawsze gdzieś tam goniąc kogoś łatwiej znieść kryzys, albo w przypadku jakiegoś silnego wiatru gdzieś za kogoś możemy schować. To są te plusy i minusy największych imprez.

Cezary Kupiński przed EXPO BMW Berlin Maraton

Sprawdź odzież adidas

 

W biegach mniejszych, tak jak w Polsce, biegnąc np. Wrocławiu na czas 3:10-3:15 po ok. 5 km mam optymalną pozycję biegową, dość dużą, komfortową sytuację na trasie, zwłaszcza na punktach żywieniowych. No ale też jest nieco problem, gdy wieje – nie za bardzo mam się za kogo schować. Biegnąc na czas 3:00, to właściwie od połowy biegnie się w samotności. We Wrocławiu taki czas to pozycja na mecie w okolicach 50-70, a w Berlinie – 2500. Stąd są takie blaski i cienie.

To już trochę wspomnieliśmy, te duże maratony, prestiżowe – mają bardzo duży doping kibiców na trasie. Organizacyjnie tam dużo jest takich szczegółów dość mocno dopiętych, które ułatwiają życie biegacza, raczej rzadko zdarzają się jakieś potknięcia.

Warto jednak też pamiętać i wiedzieć o tym, że na mecie nie ma jak w Polsce – makaron wege czy z mięsem, czy dostępna jest strefa taka, czy inna. W praktyce to trochę – gratulujemy ci, tu masz medal, butelkę wody, reklamówkę z jakimiś drobnymi przekąskami i w zasadzie to wszystko. W Berlinie jest to też trochę inaczej, bo tam dzięki sponsorom jest jakieś piwo bezalkoholowe, strefa masaży, gdzie są też duże kolejki, są i prysznice. W Nowym Jorku i w Chicago chyba tego nie ma, albo tego nie widziałem. To są takie drobne niuanse.

W nogach masz już blisko 70 maratonów, co Cię motywuje do startowania na królewskim dystansie?

Czarek: Jak dobrze policzyłem po ostatniej naszej rozmowie [można ją przeczytać tutaj: Przed maratonem najważniejszy jest odpoczynek– mam 67 maratonów. Co mnie motywuje? Dobre pytanie. Sam się ostatnio nad tym zastanawiałem, po co to robię? Chyba przez kilka celów treningowych czy startowych. Ale te cele też się  zmieniają. Kiedyś, na samym początku – samo przebiegnięcie maratonu – to było jakie wielkie „WOW”. Coś wielkiego, nietypowego, szalonego.

Potem oczywiście zaraz się pojawiła Korona Maratonów Polskich, w międzyczasie – Korona Półmaratonów Polskich. Po dwóch latach pojawił się pomysł na biegi ultra. Potem te biegi gdzieś tam zaczęły się wydłużać I w zasadzie to było tak, że, jak udało mi się na 50. urodziny złamać trójkę w maratonie, to też sobie postawiłem cel, że chyba jestem w stanie wynik 2:55 jeszcze zrobić. Tylko w międzyczasie coraz bardziej zaczęło mnie ciągnąć w góry na dłuższe dystanse. Zyskałem na wytrzymałości, ale trochę straciłem na prędkości.

W tej chwili chyba trochę mnie motywuje turystyka biegowa. No bo jeżeli pobiegnę maraton zagraniczny, to przy okazji po drodze coś tam pozwiedzam, w niektórych miejscach nawet przyznam się szczerze – w życiu nie marzyłem, że będę m.in. Chicago, Nowy Jork czy Boston. To nawet nie było przedmiotem moich snów słów. Gdzieś tam pojawiła się też Florencja, Marrakesz, Wiedeń. Amsterdam.

Z drugiej strony w tej chwili maratony, są dla mnie elementem do większego celu. Przykład podam taki, że po przebiegnięciu Bostonu, zrobiłem szalony pomysł, trochę przy pomocy Sklepu Biegacza i marki adidas, wystartowałem w maratonie w Wiedniu. W zasadzie 2 maratony pobiegłem w odstępie 6 dni, poleciałem jeszcze na takim amerykańskim czasie. Trochę to było ryzykowne, obawiałem się, ryzyko kontuzji jednak gwałtownie wrasta przy takim pomyśle. Zwłaszcza, że nogi miałem dość mocno zgruzowane i tak jak już wielokrotnie mówiliśmy, wydaje się to dość szalone, ale pomyślałem sobie, że to może być świetne narzędzie treningowe do biegu na 100 kilometrów po asfalcie, do którego się zacząłem się wtedy przygotowywać.

W moim przypadku fajnie to zagrało, bo później w Pabianicach zająłem 4. miejsce OPEN z czasem 8:43:15. Ten bieg na 100 km był mi potrzebny, bo szykowałem się do udziału w biegu 12h. Tam z kolei chciałem pokonać co najmniej 120 km. Dlaczego? Bo jest to minimum kwalifikacyjne na Spartathlon, bieg z Aten do Sparty na dystansie 246 km. Udało się to we wrześniu, przebiegłem Ultra Wrocław Przegoń Raka, kończąc 12 h zmagania z rezultatem 127 km. W tych moich szalonych pomysłach, gdyby się temu bliżej przyjrzeć, nie wszystko jest takie szalone. Po prostu jedno wynika z drugiego. Dla mnie te maratony są w tej chwili po prostu środkiem treningowym.

Medal BMW Berlin Marathon 2022

Mówisz – szalone pomysły, a tak naprawdę za Tobą Berlin, a teraz wylatujesz do Chicago. Jaki tam masz plan na bieg?

Czarek: 3:10, a plan minimum to 3.14. Dlaczego 3.14? Bo w mojej kategorii wiekowej ten wynik otwiera drogę do Nowego Jorku, w którym chciałbym jeszcze raz pobiec.

To na koniec, jaki jest Twój ulubiony dystans?

Czarek: Nie lubię biegać i to jest prawda. To jest bilans zysków i strat, po prostu dalej mam z tego więcej korzyści. Nie ma czegoś takiego jak ulubiony dystans, przynajmniej u mnie. Na zawodach zawsze daję z siebie wszystko, a na pewno dużo. I to nie jest dla mnie absolutnie komfortowe bieganie. To jest walka z kryzysami, które powstają, które się rodzą, które mijają albo które trwają. Bywa z myślami, żeby to się już skończyło, albo pretensjami do siebie, że dałem się wkręcić po prostu i cierpię teraz na tej trasie. Nie lubię biegać na pewno „piątek”. Zresztą chyba mam coś takiego, że bardziej preferuję dłuższe dystanse.

Przyznam, że jak mam zrobić trening interwałowy – 5x1 km po 4:00-3:45, to tak naprawdę 2-3 dni wcześniej jestem chory, jest to dla mnie źródło stresu bardzo dużego, a jak mam zrobić jakieś 20 kilometrów nawet szybkiego biegania, zrobię rano, szybko się wykąpie i jeszcze zdążę do pracy. Nawet gdzieś tam mi się ostatnio zaczęło coś tak w głowie zmieniać, że tak z kolegami sobie czasami żartowaliśmy – zróbmy maraton, zobaczymy, co z tego wyjdzie. Tak jakoś bez większego stresu idę. Ale to chyba wynika z doświadczenia, bo pamiętam jak byłem przerażony na swoich pierwszych maratonach, na pierwszej setce. Był strach w oczach na linii startu. Teraz nabieram takiego dystansu do tego wszystkiego.

Dzięki za rozmowę. Trzymamy kciuki za Chicago!

Planujesz start w maratonie? Przeczytaj również:

Ocena: 5
Bestsellery Zobacz więcej

Bądź na bieżąco zapisz się do newslettera

Zapisz się