• Treningi
  • Testy
  • Dieta
  • Wydarzenia
27 Września 2022

Chyba musi być niedosyt, żeby się chciało dalej trenować – Emilia Mazek po Maratonie Warszawskim

Chyba musi być niedosyt, żeby się chciało dalej trenować – Emilia Mazek po Maratonie Warszawskim

Emilia Mazek przesuwa kolejne granice czasowe na królewskim dystansie. W miniony weekend podczas Maratonu Warszawskiego zajęła 4. miejsce, meldując się na mecie z rezultatem 2:39:08. Poprawiając swój rekord życiowy z wiosny tego roku o blisko 5 min, ale nie przyszło to łatwo.  

Emilia jest zawodniczką GKS Wilga Garwolin, na co dzień można ją spotkać w Sklepie Biegacza Warszawa Powiśle. Biegać zaczęła 10 lat temu, wystartowała wówczas po raz pierwszy na dystansie 10 km. Jak sama wspominała – "namówił mnie kolega. Wystartowałam kompletnie nieprzygotowana i podczas biegu trzy raz przeszłam do marszu. Było strasznie. Ale już wtedy wiedziałam, że na tym jednym biegu się nie skończy".

Od tego czasu sporo się zmieniło. Godzi bieganie na bardzo wysokim poziomie z pracą na pełen etat. Trenuje często z samego rana, pokonując tygodniowo ponad sto kilometrów. Start w Warszawie był dla niej dopiero czwartym maratonem. Zadebiutowała podczas Orlen Warsaw Marathon w 2019 r. z rezultatem 2:55:30. W 2021 r. zmierzyła się z trasą TCS Amsterdam Marathon – 2:53:03. Na wiosnę 2022 r. wystartowała w Vienna City Marathon – 2:44:06, by teraz w Warszawie uporać się z kolejną barierą czasową. Jak wyglądał bieg? Jaki miała cel? Zapraszamy do rozmowy.  

Ochłonęłaś już po biegu?

Emilia: Nie było wyjścia, trzeba było już w poniedziałek przyjść do pracy. 

Emilia Mazek

A te frytki, które wrzucałaś na swoje stories na Instagramie po biegu, to była nagroda?

Emilia: Hahaha. Trzeba było coś zjeść, głodna byłam, fast foodem czasem pocieszam się po bieganiu, więc tak, w sumie można powiedzieć, że to była nagroda.

No właśnie, zajęłaś czwarte miejsce – pechowe?

Emilia: Nie. Maraton Warszawski to największy maraton Polsce, więc czwarte miejsce jest dobre. Myślałam, że będę 6-7, bo przyjechało w sumie pięć dziewczyn z Etiopii i Kenii. Z nimi miałam się nie ścigać, dodatkowo startowała m.in. Iwona Bernardelli. Ale udało się wskoczyć na czwarte miejsce, więc jestem bardzo zadowolona.

A z wyniku?

Emilia: Z wyniku już mniej. To był maraton z przygodami. Znowu. Tym razem dopadła mnie kolka, która mnie męczyła od 32 km. Na 36 km musiałam się wręcz zatrzymać, myślałam, że to będzie już koniec. Nie dam rady dłużej biec. Po krótkim postoju, na którym napiłam się wody, ostatecznie ruszyłam dalej. Ale był to już właściwie trucht do mety, potykanie się o własne nogi. Było ciężko. Udało się nabiegać te 2:39, więc chyba mimo wszystko powinnam się z tego cieszyć, bo bardzo bolał mnie ten maraton.

Miałaś takie myśli, żeby odpuścić, zejść z trasy?

Emilia: Miałam, tak naprawdę pierwszy raz w życiu na zawodach aż tak się męczyłam. Byłam przerażona, bo nie miałam wcześniej takiej sytuacji. Myślałam, że kolka przejdzie, a ona tylko się nasilała. Gdy zatrzymałam się na 36 km, byłam pewna, że to już koniec biegu, ale kolega Radek – mój pacemaker namówił mnie do dalszej walki. Pobiegliśmy.

W jaki wynik celowałaś?

Emilia: Zaczynaliśmy biec na 2:37:30, w drugiej połowie mieliśmy przyśpieszyć, więc to miało być takie 2:36-2:37.

Miałaś swojego pacemakera, ale była jakaś większa grupa, która biegła czy biegłaś tylko z nim?

Emilia: Na początku wiadomo było więcej osób. Razem z maratonem startowała sztafeta maratońska, więc do 15 km było kilka osób. Potem została nas trójka, a gdy na 36 km musiałam się zatrzymać, do mety biegliśmy już tylko z Radkiem.

Pamiętam też, jak wspominałaś, że wybierasz Warszawę, bo tu będziesz mogła spokojniej podejść do biegu. Pomijając przygodę z kolką, to się sprawdziło?

Emilia: Tak. Byłam zaskakująco spokojna przed biegiem. Miałam swojego pacemakera. Wyspałam się we własnym łóżku. Myślałam, że wszystko jest idealnie, ale jednak maraton to maraton, nie można wszystkiego przewidzieć. Trasa w Warszawie do łatwych nie należy, nie mam co narzekać na pogodę, bo nie było tragicznie. Może trochę słońce świeciło za mocno… ale nie mogę się przyczepić.

Mimo nieprzyjemnej przygody z kolką dalej lubisz maratony?

Emilia: To był dopiero mój czwarty maraton. Wciąż twierdzę, że jestem dopiero na początku tej maratońskiej przygody i jak najbardziej bardzo lubię ten dystans. Jest w nim coś uzależniającego. Wiem, że wynik jeszcze poprawię. Jest niesamowita motywacja po tym maratonie. I cieszy to, że każdy kolejny maraton znoszę dużo lepiej. Dzisiaj nic nie boli, normalnie chodzę.

Czyli niedosyt jest uzasadniony?

Emilia: Tak.

Patrząc z dzisiejszej perspektywy, czy jest coś, co byś zmieniła w przygotowaniach? Czy tak jak mówisz, wszystko było idealnie i wszystko sugerowało, że będzie dobry wynik?

Emilia: Gdybym mogła, to na pewno więcej regeneracji dołożyłabym do tych przygotowań. Niestety czasem to wszystko odbywało się na granicy zdrowego rozsądku. Dużo biegania, dużo pracy, mało snu. Nie było czasu na trening uzupełniający. Gdybym miała więcej czasu, to na pewno skupiłabym się na treningu uzupełniającym i regeneracji.

A jak wygląda u ciebie ostatni tydzień przed maratonem?

Emilia: Ostatni tydzień to już właściwie odpoczynek. Miałam nawet dzień wolny od biegania, a w planie same krótkie rozbiegania. Taki nawet niedosyt był, że może coś za mało, bo chciało się więcej. Miałam jednak wypocząć i w tym ostatnim tygodniu to na pewno się udało.

Masz swoje jakieś takie rytuały startowe przed maratonem?

Emilia: Moje śniadanie przed zawodami zawsze wygląda tak samo, bez względu na dystans. Zawsze jest to pszenna bułka z dżemem (najczęściej wiśniowym). Popijam to kawą z mlekiem. To śniadanie zawsze musi być równe trzy godziny przed startem.

W kwestii regeneracji, jak starasz się jakoś przyspieszać, w końcu nie masz już odpoczynku na dzień po maratonie?

Emilia: Wczoraj bieg skończyłam dość szybko, bo już koło 12. Do końca dnia leżałam. Dziś już przyszłam do pracy, ale od jutro mam urlop, więc będę odpoczywać.

Akurat miałam się pytać, czy teraz po maratonie odpoczynek, czy jeszcze jakieś starty?

Emilia: Planuję jeszcze starty w tym roku. Na pewno w listopadzie wystartuję na 5 i 10 km, żeby poprawić moje życiówki. Ale teraz to będzie trochę luźniejsze bieganie. W tym tygodniu zaplanowane są tylko cztery treningi.

 

Sprawdź odzież adidas


Teraz jak mówisz 5 i 10 km, a później w planach na wiosnę kolejny maraton?

Emilia: Pewnie tak, będę przygotowywać się do maratonu. Trzeba będzie tylko wymyślić coś szybkiego, poszukać  szybszej trasy niż w Warszawie.

Czyli można trochę powiedzieć, że starty w maratonie są dla ciebie motywacją do treningów?

Emilia: Chyba tak. Na tym maratonie naprawdę bardzo bolało. Teraz jest niedosyt, ale chyba musi być niedosyt, żeby się chciało dalej trenować.

Mieszkasz w Warszawie, zatem znajomość trasy maratonu jest zaletą, czy może jednak niekoniecznie?

Emilia: Na tym maratonie, trasa prowadziła dwa razy obok mieszkania. Znajomość trasy jest dla mnie zaletą, wiedziałam, co mnie czeka.

Przebieganie koło domu nie kusi, żeby do niego wskoczyć?

Emilia: Haha. Nie miałam przy sobie kluczy.

Dzięki za rozmowę! Udanego odpoczynku!

 

Przeczytaj również:

 

Ocena: 5
Bestsellery Zobacz więcej

Bądź na bieżąco zapisz się do newslettera

Zapisz się