• Treningi
  • Testy
  • Dieta
  • Wydarzenia
25 Lipca 2022

Recenzja Salomon Pulsar Trail – na trening w górskim, nietrudnym i nietechnicznym terenie

Recenzja Salomon Pulsar Trail – na trening w górskim, nietrudnym i nietechnicznym terenie

Wszyscy już zdążyliśmy się przyzwyczaić do tego, że każdy rok czy kwartał przynosi nam nowości biegowe związane z nowymi modelami butów. Nie inaczej jest we francuskiej marce Salomon, która w tym roku postanowiła rozszerzyć swoją kolekcję butów Pulsar (do tej pory model ten był dostępny jedynie w linii S/Lab) o dwa nowe produkty: Pulsar Trail oraz Pulsar Trail Pro [więcej: Salomon Pulsar Trail Pro vs Pulsar Trail. Który dla kogo?]. Kilka tygodni temu trafił do mnie pierwszy z nich — Pulsar Trail, z którym (nie ukrywam) wiązałem pewne nadzieje.

Buty Salomon Pulsar Trail L41602900

Sprawdź Salomon Pulsar

 

Salomon Pulsar Trail to but z przeznaczeniem typowo treningowym. Mimo kilku cech, które mogłyby pozwolić mu aspirować do grona butów treningowo-startowych uważam, że bliżej mu jednak do tych pierwszych. Co więcej, mam wrażenie, że wypuszczając ten model na rynek, Salomon poniekąd „zabija” swojego innego flagowca, jakim jest model Sense Ride 4. Mimo różnic w budowie obu tych butów, dla mnie ich przeznaczenie jest takie samo – trening w górskim, nietrudnym i nietechnicznym terenie, na dystansach do 42 km. Specjalnie użyłem słowa „zabija”, ponieważ uważam, że z tej dwójki Pulsar Trail wypada zdecydowanie lepiej.

Salomon Pulsar Trail – jaki poziom amortyzacji? 

Według mnie niewątpliwie największym atutem Pulsar Trail jest jego podeszwa środkowa. I to nie dlatego, że to miękki but, a dlatego, że jej konstrukcja w połączeniu ze średnim poziomem amortyzacji zwiększa możliwości wykorzystania go w treningu. W moim przypadku takie rozwiązanie pozwalało mi zabierać go zarówno na długie wycieczki biegowe w górach (w okolicy 30 km), jak i również na nieco szybsze jednostki w terenie crossowym w lesie (np. bieg ciągły).

Mocno wywinięty przód buta (co ostatnio w różnych modelach Salomon możemy spotkać coraz częściej) zdecydowanie ułatwiał mi wybijanie się ze śródstopia w trakcie biegu, natomiast nieco większa ilość pianki pod piętą dawała względne bezpieczeństwo dla zmęczonych stóp po dłuższych wycieczkach w górach. Specjalnie napisałem „względne”, ponieważ nawet na dużym zmęczeniu nie zdarza mi się przetaczać stopy od pięty, natomiast jeżeli ktoś biega w ten sposób, to nie powinien się bać o swoje stawy, bo pianki w tym miejscu jest dość sporo.

Łukasz Biela na zbiegu

Choć to wszystkie jest oczywiście uzależnione od wagi biegacza. Nie przeszkadzał mi również 6-milimetrowy drop, który pozwalał mi na nabieranie prędkości w trakcie biegu. Natomiast uważam, że mogłyby być on nieco większy, głównie ze względu dla osób przetaczających stopy od pięty. Mimo że przód jest mocno podniesiony, to tylną część buta jest raczej płaska. Nie mamy tutaj klasycznej kołyski, jaką spotkać możemy np. w modelach marki Hoka, więc but ten będzie jednak wymuszał bardziej bieganie ze śródstopia. Warto wziąć to pod uwagę przy jego mierzeniu.

Dodatkowym autem podeszwy środkowej jest jej stabilność. Nie zdarzało się, żebym w jakimkolwiek momencie biegu czuł, że w bucie „pływam”; że przez zbyt miękką piankę czuję, jak stopy zapadają się raz w jedną, raz w drugą stronę. Nic z tych rzeczy. Tak jak napisałem wcześniej – nie uważam tego buta za miękkiego, choć oczywiście do najtwardszych też nie należy. Niemniej poziom amortyzacji dawał mi poczucie stabilności przy każdym kroku.

To może być również zasługa termoplastycznej płytki zatopionej wewnątrz pianki (choć płytka to za dużo powiedziane, to raczej trzy paski materiału poprowadzone po zewnętrznej i wewnętrznej stronie buta oraz przez środek). Jednak jestem raczej z rodzaju tych biegaczy, którzy gdyby o niej nie wiedzieli, to by jej nie poczuli.

Na jakie nawierzchnie?

O ile środek buta uważam za największy plus tego modelu, o tyle samą podeszwę uznaję za największy mankament. Głównie ze względu na wysokość bieżnika. Pulsar Trail posiada 3,5 milimetrowe kołeczki, których rozmieszenie jest asymetryczne (z przodu ich ostrzejsze krawędzie są na końcu kołków, by ułatwić podchodzenie, natomiast z tyłu te ostre krawędzie są na początku, by poprawić przyczepność przy zbiegach).

Podeszwa zewnętrzna Salomon Pulsar Trail L41602900

Sama ich wysokość już powinna zapalić nam pomarańczową lampkę w głowie co do tego, że przyczepność w nieco grząskim i błotnistym trenie będzie tutaj zdecydowanie gorsza niż na suchym. I w rzeczywistości faktycznie tak było. Na szczęście w ostatnim czasie rzadko zdarzało mi się biegać w nich po deszczu, jednak kiedy trafiałem na nieco więcej błotka, to zaczynały się dla mnie małe problemy.

Trzymanie na takiej nawierzchni nie jest mocną stroną tego modelu. W takich przypadkach po prostu klocki są zbyt małe, żeby dawać w miarę stabilne poczucie bezpieczeństwa, zwłaszcza przy zbiegach. I o ile w terenie crossowym lub po prostu w lesie dawało się z tym walczyć (i czasem wychodzić zwycięsko), o tyle w górach sprawa się nieco komplikowała.

Na szczęście rekompensatą było bieganie w suchych warunkach. Tutaj mimo niskiego bieżnika but spokojnie dawał sobie radę. Nawet, wtedy kiedy teren stawał się nieco bardziej sypki (choć też nie będę wpadał w zbyt dużą euforię, pamiętajmy, że to nadal tylko 3,5 mm). Zdecydowanie jego przeznaczeniem jest bieganie w warunkach suchych i w miarę ubitych.

Łukasz Biela na podbiegu

Wtedy bieżnik trzyma mocno, stabilnie i nie daje poczucia ujeżdżania. Gorzej sprawa wygląda, kiedy zaczyna się robić wilgotno. Jedynym terenem, w którym nie udało mi się sprawdzić jego przyczepności to tatrzańska, mokra skała. Mimo że zastosowano tutaj znaną z innych modeli butów marki Salomon gumę Contagrip, to mam obawy co do jej przyczepności. Głównie ze względu na budowę kołeczków w ich przedniej części – są one nieco wypłaszczone, co w szczególności przy zbiegu na mokrej skale może zmniejszać poczucie stabilności i bezpieczeństwa przy stawianych krokach. Ale na razie to tylko moje gdybanie.

Jak z oddychalnością cholewki?

Najmniej problemów w odczuciach sprawiła mi cholewka, choć jest to element, który jednocześnie lubię i nienawidzę w tym bucie. Dużym plusem jest dla mnie jej dopasowanie. To wąski but i bardzo dopasowany. Dzięki temu nawet w trudniejszym czy bardziej technicznym terenie dawał mi poczucie pełnej kontroli nad stawianymi krokami.

Dodatkowo nie miałem poczucia, że chce mi z nogi spaść (mimo większego rozmiaru, w jakim biegałem). Nie spowodował również żadnych otarć czy innego uszczerbku na moich stopach. Połączenie zintegrowanego z cholewką języka, systemu szybkiego wiązania Quicklace oraz wąskiego kroju spowodowało, że w bucie czułem się dobrze już od pierwszego włożenia stóp do środka.

Cholewka Salomon Pulsar Trail L41602900

Również jego wnętrze daje przyjemne odczucia, choć nie ma co wpadać w skrajność – nie jest to przyjemny plusz sprawiający, że w bucie czujemy się jak w kapciu, a raczej klasyczne wykończenie, jakie możemy spotkać w większości butów dostępnych na rynku.

Z przodu przy palcach nie znajdziemy zbyt wiele miejsca, co czasami dało się odczuć przy zbiegach, kiedy stopa była już zmęczona dystansem. Mimo odpowiedniego zapasu z przodu, od czasu do czasu zdarzało się, że zewnętrzne palce lekko dobijały do cholewki. Powodem takiej sytuacji była lekko przycięta konstrukcja przodu. Widać to bardzo dobrze, kiedy na model ten spojrzymy od góry. Osobiście uważam, że to nie najlepsze rozwiązanie. A już na pewno nie dla osób z szerszym profilem stopy. Dla takich biegaczy lepszym wyborem może okazać się wybranie modelu np. Sense Ride 4, który z przodu daje jednak więcej miejsca na palce niż Pulsar Trail.
 

Sprawdź Salomon Sense Ride

 

A za co nienawidzę tej cholewki? Za jej oddychalność. Choć jest to dość indywidualna kwestia i nie można w stu procentach polegać na opiniach innych biegaczy (w tym na mojej), to uważam, że ten but jest jednym cieplejszych butów, w jakich miałem okazję biegać. Prawie zawsze, kiedy wybierałem się w góry przy temperaturach wyższych niż 25 stopni, na końcu treningu marzyłem, żeby zanurzyć stopy w zimnym potoku lub rzece.

Oczka w siateczce są w mojej ocenie zbyt małe, żeby cyrkulacja powietrza odbywała się bezproblemowo. Dodatkowo nie ułatwia tego na pewno fakt, że but jest w przedniej części dość mocno oklejony (co zabezpiecza go przed przypadkowym uszkodzeniem w trakcie biegu, ale jednocześnie ogranicza jego oddychalność). Wnętrze, które chwile wcześniej chwaliłem również w przypadku oddawania ciepła na zewnątrz, tego nie ułatwia. Ogólnie rzecz biorąc w mojej ocenie lepiej w tym bucie biegać, kiedy na dworze temperatura będzie raczej wiosenno-jesienna niż letnia.

Dla kogo Salomon Pulsar Trail?

Czy uważam model Salomon Pulsar Trail za dobry but? Tak. Czy poleciłbym go do biegania? Tak. Mimo kilku wad, które w niektórych sytuacjach utrudniały mi życie, uważam, że jest to but godny polecenia. Zdecydowanie lepiej biegało mi się w nim niż w Sense Ride 4, który w porównaniu z Pulsarem wydaje się bardziej topornym butem w trakcie biegu. 

Łukasz Biela

Pulsar Trail daje jeszcze większe pole manewru w treningu niż Sense Ride. Można w nim pobiegać dłużej i spokojniej, można też nieco krócej i szybciej. Nie nadaje się na błoto, ale całkiem nieźle radzi sobie w pozostałych warunkach, choć trzeba zaznaczyć, że najlepiej biega się w nim, gdy nawierzchnia jest sucha i ubita.

Uważam, że do dobra propozycja dla osób szukających typowej treningówki w teren, które nie będą oczekiwać ani zbyt dużej miękkości, ani zbyt dużej szybkości od butów. Jest to raczej średni poziom amortyzacji, więc ciężkie osoby mogą nie czuć się w nim zbyt komfortowo (wtedy proponuję zerknąć np. na Salomon Ultra Glide). Dodatkowo nie zachęca również fakt, że w środku nie ma zbyt wiele miejsca dla stopy. Nie mniej dla mnie to godny zastępca Sense Ride i pewnie będzie mi często towarzyszył na treningach w górach, gdy tylko zrobi się chłodniej.

Łukasz Biela
Sklep Biegacza

Czytaj więcej o modelach butów do biegania marki Salomon:

Ocena: 5
Bestsellery Zobacz więcej

Bądź na bieżąco zapisz się do newslettera

Zapisz się