• Treningi
  • Testy
  • Dieta
  • Wydarzenia
15 Listopada 2021

Joanna Mazur i Michał Stawicki | Moja Biegowa Historia

Joanna Mazur i Michał Stawicki | Moja Biegowa Historia

Joanna Mazur i Michał Stawicki w swoim dorobku mają m.in. złoto na 1500 m, srebro na 800 m oraz brąz na 400 m wywalczone podczas Mistrzostw Świata niepełnosprawnych w lekkoatletyce w Londynie w 2017 r. (u Asi stwierdzono chorobę genetyczną – dystrofia plamki żółtej, w wieku 7 lat zaczęła tracić wzrok). A jak zaczęła się ich wspólna biegowa historia? Co buduje i nakręca Asię do biegania oraz co stanowi fundament treningu? O tym wszystkim opowiedzieli Asia oraz Michał w kolejnym spotkaniu Moja Biegowa Historia. Zapraszamy do oglądania

 

Bieganie to?

Joanna: Radość.

Michał: Przyjemność.

Pierwsze biegowe wspomnienie?

Joanna: Wspólny trening w Wiśle. To takie chyba pierwsze biegowe wspomnienie.

Michał: Tak. Było to myślę, że koło... sześciu lat temu na przełomie października/listopada na zgrupowaniu kadry narodowej. Byłem trenerem kadry paraolimpijskiej i Asia została jako nowa zawodniczka przydzielona do mojej grupy. Tam pierwszy raz spróbowaliśmy wspólnego biegania.

Joanna: Tak, wzdłuż Wisły. Było dużo kałuż i tak bardzo starałeś się żebyśmy jak najwięcej z nich ominęli.
 

Sprawdź ofertę marki ASICS


Jak złapałaś biegowego bakcyla?

Joanna: Myślę że u mnie od zawsze była taka chęć i potrzeba aktywności fizycznej. A takie bieganie na poważnie to myślę, że to jest taki moment, w którym się poznaliśmy. To ten trening w Wiśle. I wtedy poczułam, że to wszystko ma sens.

Najlepsze biegowe wspomnienie?

Michał: Chyba najpiękniejsze biegowe wspomnienia zawsze są tam, gdzie są najlepsze wyniki. Przywozi się dużo cennych medali. Więc co to jest dla Ciebie Joasiu?

Joanna: Dla mnie na pewno Londyn, Mistrzostwa świata w 2017 r. Finał biegu na 1500 metrów, półfinał biegu na 800 metrów. No i co? I finał biegu na 400 metrów.

[podczas tych mistrzostw Joanna w parze z Michał wywalczyła trzy medale: złoto na 1500 m, srebro na 800 m i brąz na 400 m].

Najgorsze biegowe wspomnienie?

Michał: Porażki też się zdarzały. Mistrzostwa Europy w Grosseto. Była to impreza poprzedzająca Igrzyska Paraolimpijskie w Rio. Tam w biegu na 400 m będąc, już można powiedzieć, na 300 m Mistrzami Europy, bo mieliśmy przewagi około 30-40 metrów nad drugą parą, urwała nam się opaska, którą byliśmy połączeni, co było równoznaczne z dyskwalifikacją. Pomimo tego, że dobiegliśmy do mety, zostaliśmy zdyskwalifikowani I straciliśmy ten nasz złoty medal.

Jaką lekcję dało Ci bieganie?

Joanna: Dla mnie dużą taką lekcją, którą dostaję tak naprawdę każdego dnia jest to, że mogę odważyć, jakby przełamać się i biegać bez kompleksów czy wykonać trening bez kompleksów, nie ważne jaki by on był. To taką lekcję otrzymuję każdego dnia.

O czym myślisz kiedy biegniesz?

Michał: Zależy czy to jest pierwszy trening, czy drugi, czy trzeci. Jak robimy poranny rozruch to myślę o śniadaniu. Jak drugi trening, to już myślę o obiedzie. No ale tak naprawdę to co powiedzieliśmy na początku, podczas treningu jest też dużo radości, satysfakcji. Są te momenty kryzysu na ciężkim treningu, kiedy trzeba się zmotywować do przebiegnięcia następnego odcinka.

Pomimo, że ten odcinek, który właśnie skończyliśmy nie pozwala nam myśleć o tym, że ten następny odcinek nastąpi. Ale mija minuta, dwie, pięć i wstajemy i biegamy następny. Pomimo tego, że przed chwilą nam się wydawało, że tego nie zrobimy, to po prostu to robimy. Przełamujemy własne granice na takich treningach. I na zakończeniu, kiedy już idziemy do pokoju, idziemy na posiłek, no to wtedy już wydzielają się te pozytywne emocje, hormony, endorfiny, które pozwalają nam psychicznie, mentalnie się zbudować na następny ciężki dzień.

Co Cię motywuje do biegania?

Joanna: Dobrze wykonany trening. To bardzo buduje, motywuje, nakręca i też powoduje taki głód, że chcemy więcej, mocniej, szybciej, lepiej, luźniej.

Jakie były początki Waszej współpracy?

Michał: Jak już wspomnieliśmy, to było zgrupowanie w Wiśle i tam po raz pierwszy się spotkaliśmy i pierwszy raz pobiegaliśmy, ale czy to od razu było równoznaczne ze współpracą? Raczej nie, bo Asia wtedy miała innego przewodnika. Jakieś tam losy sprawiły [kierując się w stronę Asi], no to może Ty już lepiej opowiesz.

To też nie jest tak, że obojętnie kto, obojętnie jaki biegacz czy sportowiec (bo też są tandemy na rowerach czy triatloniści startują z przewodnikami) – przewodnik zostanie dopasowany za pierwszym razem. Ta droga zazwyczaj jest długa. Jest to pewien proces poznawanie ludzi, poznawania współpracy zawodnik – przewodnik. I albo te dwie osoby do siebie pasują, albo po prostu nie pasują.

Niepasowanie jest równoznaczne z tym, że można biegać, można trenować, można startować, tylko że efektywność pracy zawodnika gdzieś poniekąd ucieka poprzez pewne tarcia w technice danego ruchu. I tu jest duży dyskomfort nie tylko dla zawodnika, ale myślę, że dla przewodnika. Po prostu mówiąc krótko – cała dwójka się męczy.

Joanna: Oj bardzo się męczy. Tak jak Michał wspomniał, próbowałam z innymi osobami biegać, ale to jest bardzo trudne. Tam cały czas było coś nie tak, czegoś brakowało. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jak to powinno wyglądać, ale wiedziałam, że czułam się źle. Czułam się niekomfortowo i to bardzo, bardzo utrudniało.

A ten moment właśnie taki przełomowy, o którym wspomnieliśmy, od tego pierwszego treningu w Wiśle, kiedy pobiegaliśmy pierwszy raz, od razu jakby zaskoczyło. Poczułam, że wszystkie te potrzeby, które mam podczas biegu, czyli taka potrzeba bezpieczeństwa, pewności, została zaspokojona. To wiedziałam już jak to powinno wyglądać. Później jeszcze trochę czasu trwało zanim poprosiłam Michała, żeby finalnie został moim przewodnikiem. No ale kiedy się zgodził, to poczułam ogromna ulgę, bo wiedziałam, że mam taki swój ideał.

Jaki jest klucz do synchronizacji?

Joanna: Nie wiem. My chyba nawet nie musieliśmy jakoś specjalnie tego dopracowywać. Takie kwestii synchronizacji, żeby ona się zgadzała. To właśnie było to, co było od początku. Nie jestem za wysoka, więc mój krok biegowy nie jest zbyt długi. Michał ma tutaj gorzej, bo jest wysokim mężczyzną i ten krok musi dopasować do mojego. Nasze ręce muszą być zsynchronizowane, ale to nam wychodzi naturalnie. Może tutaj Ty powiedz [obracając się w stronę Michała] jak wygląda to z Twojej perspektywy, bo ja niczego nie zmieniam.

Michał: Po prostu od początku te klocki do siebie pasowały i dlatego dobrze nam się biega w duecie. Często porównuję do pary wioślarzy czy kajakarzy, że możemy wstawić do osady do dwójki dwóch najlepszych Polaków i okazuje się, że ta dwójka najlepszych Polaków przegra z czwartym czy ósmym w kraju, którzy ze sobą wsiedli po raz pierwszy do łódki, ale okazuje się, że tak elementy i klocki w technice danego ruchu jednego i drugiego zawodnika pasują, że wygrywają z najlepszymi w kraju.

Tak samo jest tutaj, w biegu osoby niewidomej i przewodnika. To po prostu musi gdzieś do siebie pasować. Składowych jest naprawdę mnóstwo. Moglibyśmy o tym bardzo długo rozmawiać, ale to musi być to coś. Od pierwszego tak naprawdę pobiegania musi pasować.

Jak wygląda komunikacja podczas biegu?

Joanna: Jak Michał na mnie spojrzy to od razu wiem co zepsułam. Wiem, że jest źle. To od razu czuć po spojrzeniu.  Ale tak poważnie jeśli chodzi o bieganie, mam taki niepisany zakaz mówienia, rozmawiania i tracenia energii podczas biegu. Skupiam się na biegu i na kontakcie, żeby go pilnować. A o reszcie no to myślę, że Michał odpowie.

Michał: Zasada jest prosta – im dłuższy dystans, tym na więcej komunikatów można sobie pozwolić. Na biegu sprinterskim, kiedy on trwa do 30 sekund, mówię tu o dystansie 200 metrów, tego czasu tak naprawdę na wskazówki nie ma. Ze względu na to, że ten czas jest krótki i intensywność biegu jest niezwykle wysoka. Ale myślę, że już jesteśmy na tym etapie, że nawet bez żadnych komunikatów słownych moglibyśmy biegać i też byłoby to dobre bieganie.

Biegowy idol?

Joanna: Chyba nie mam takiego wzoru, idola biegowego. Chyba nigdy się nie wzorowałam na takich osobach. Zawsze kiedy jest sylwetka osiągająca sukces, to zawsze jakby staram się zainspirować jego podejściem, tym co mówi, jaką jest osobą, jakim jest człowiekiem. I bardziej w taki sposób, a nie mam jakiejś jednej osoby, która jest moim "top of the top".

Czy miewasz chwile zwątpienia?

Joanna: Może nawet nie tyle zwątpienia, ale są takie chwile gdzie jest ciężko, gdzie jest trudno, gdzie jest wymagająco. Wspiera mnie trener, a że trener jest tą samą osobą co mój przewodnik, to mam go zawsze obok siebie. On tak dobrze mnie zna, że nawet sam wyprzedza ten moment, kiedy mnie dopada jakiś kryzys. Świetnie go czuje i wie jak mnie wtedy zmotywować, co powiedzieć. Czasem jedno słowo. czasem nawet tylko spojrzenie i wiem, że...gdzieś ta mobilizacja szybciej przychodzi.

Bieg taktyczny czy na maksa?

Michał: Jak na 200 to na maksa. Jak na 1500 to taktyczny. Choć form biegania i taktyk może być kilka. Myślę, że te trzy takie taktyki to zawsze obowiązują. To podczas Mistrzostw Świata w Londynie, w 2017 roku mogliśmy sobie sprawdzić. Ze względu na to, że tutaj nie wspomnieliśmy, ale w finale biegu do 400 m biegają tylko 4 osoby. 4 osoby ze względu na to, że na jedną parę przypadają dwa tory. Co łatwo policzyć – mając 8 torów, tylko 4 osoby mogą wystąpić w finale. I biegi eliminacyjne mogą być tak rozstawione, że po prostu zwycięzca danego biegu wchodzi do finału. Nie ma tak zwanego małego q. Czyli drugi z danego biegu odpada.

Podobnie było na Mistrzostwach Świata w Londynie. Na 800 m było małe "q", awansował pierwszy, drugi otrzymywał małe "q", ale i tak jedno małe odpadało, ze względu na to, że tylko dwa małe "q" z najlepszym czasem wchodziło. Nie pozostało nam nic tak naprawdę innego jak wygrać bieg na 800 m.

Musieliśmy pójść bardzo mocno, co skutkowało tym, że poprawiliśmy rekord Mistrzostw Świata. Było to dzień po zdobyciu złotego medalu na 1500 m. Tam był bieg typowo taktyczny z założeniami na każdy odcinek. Każde 500 metrów było w określonych założeniach. Ten plan zrealizowaliśmy. Na dosłownie 200 metrów z krótkiego finiszu, czwartej/ piątej pozycji przeszliśmy na pierwsze miejsce.

Ciężko powiedzieć co bardziej lubimy. Po prostu musimy się dostosować do reguł jakie obowiązują w regulaminie danej imprezy. Tak po prostu żeby wejść do finału i zdobyć złoty medal.

Pierwsza rzecz, którą zabierasz na zawody?

Joanna: Akredytację. Mieliśmy w Londynie taką sytuację, i to chyba na pierwszym starcie na 200 metrów, że Michał zapomniał akredytacji z pokoju. Już miałam w głowie ułożone, że nas nie wypuszczają i z całej reszty startów nas skreślają. Nie startujemy, jedziemy do domu.

Teraz myślę, że już jesteśmy na takim etapie, że już każdy trening traktujemy jak start i trzeba do plecaka włożyć wszystko co jest potrzebne. Tutaj nie mamy na treningach akredytacji, ale zawsze gdzieś tam domyślnie o niej pamiętam i mam ją w głowie. Na pewno buty, rzeczy na zmianę, rzeczy w razie gdyby się zrobiło zimno. Picie, coś do jedzenia oczywiście. To wszystko musi się znaleźć w plecaku. Opaska jedna, druga.

Jakie macie rytuały przedstartowe?

Michał: Asia ma dużo takich rytuałów. Może poopowiadać.

Joanna: Nie, nie mam jakichś szczególnych rytuałów. Już nie mam, bo właśnie Michał nauczył mnie, żeby nie przywiązywać się do takich rzeczy, że nie ma rzeczy, które przynoszą szczęście. Nie ma to znaczenia w co jestem ubrana, jak i tak trzeba wyjść i pobiegać i zrobić swoje, więc jakby nie zostawiamy tutaj szczęściu za dużego pola do popisu. Bierzemy sprawy w swoje ręce, a właściwie nogi.

Co czujesz na starcie?

Joanna: Ekscytację. Teraz Ty.

Michał: Nic nie czuję. Nie czuję jakiejś ekscytacji. Staram się nie myśleć o jakichś takich emocjach pozytywnych, negatywnych. Tu już tak naprawdę wszystko, mówię tutaj o imprezie docelowej, że wszystko co mogliśmy zrobić już zrobiliśmy. Teraz tylko trzeba zrealizować założenia taktyczne i wszystko jest w naszych głowach. Wyjść i zrobić.

Jakie są Wasze ulubione zawody?

Joanna: W zeszłym roku braliśmy udział w Memoriale Kamili Skolimowskiej, gdzie tak gościnnie mogliśmy wziąć udział na 1500 metrów.  Myślę, że to było bardzo fajne przedsięwzięcie, że mogliśmy startować na równi z osobami pełnosprawnymi. Jako sportowcy czujemy się wszyscy, niezależnie od tego czy pełnosprawni, czy sportowcy z niepełnosprawnościami. Czujemy się jak jedna rodzina, więc myślę, że to dużo też pokazuje takiej jedności dla kibica. To, że mogliśmy też tam wystartować. I myślę, że to była bardzo fajna inicjatywa i warto ją kontynuować.

Buty biegowe za które oddasz wszystkie inne?

Joanna: Powiedzieć czy nie?

Michał: A, że dużo ich mamy...

Joanna: A że dużo ich mamy, myślę, że Asics Speed Sky. Są moim numerem jeden. A Twoje?

Michał: No tak, te buty z kolekcji Asics MetaSpeed Sky, Speed Edge, tak samo kolce biegowe z kolekcji Tokio. To są takie numery jeden w naszych szafkach.
 

Sprawdź ASICS MetaSpeed Sky


Sposób na regenerację?

Michał: Jest ich bardzo dużo, bo mamy swoje strategie regeneracji opracowane. A opiera się to też wszystko o strategię żywienia. I te kwestie regeneracyjne, tak naprawdę u nas są podstawą, fundamentem do treningu. Korzystamy z wielu przyrządów, przyborów do regeneracji, ale też trzeba chyba powiedzieć, że tą główną kwestią jest pomoc manualna, czyli pomoc fizjoterapeuty. I jeżeli mamy tylko taką możliwość to z niego korzystamy.

Co dało Ci bieganie?

Joanna: Mi bieganie daje dużo radości, dużo satysfakcji, dużo takiej frajdy. Dużo przyjemności pomimo tego, że bardzo często nie jest już przyjemne. Myślę, że dzięki bieganiu odnalazłam się w życiu i za to jestem mu bardzo wdzięczna. Myślę, że buty do biegania zawsze będą w mojej szafie i będą często wykorzystywane.

Macie jakieś rady dla biegaczy?

Joanna: Żeby nie zapominać o jedzeniu, bo to jest bardzo ważne, potrzebne do biegania. Energia jest bardzo, bardzo potrzebna. Chcesz dać jakąś radę trenerze?

Michał: Bardzo cenną powiedziałaś – jedzenie to podstawa. Później trening.

 

Bestsellery Zobacz więcej

Zapisz się do newslettera i odbierz 10% rabatu na pierwsze zakupy!

Zapisz się