• Treningi
  • Testy
  • Dieta
  • Wydarzenia
23 Kwietnia 2021

Arkadiusz Gardzielewski - przygotowania do maratonu to nie była droga usłana różami, raczej coś co rodziło się w mękach

Arkadiusz Gardzielewski - przygotowania do maratonu to nie była droga usłana różami, raczej coś co rodziło się w mękach

Czasy pandemii dziesiątkują kalendarz startów amatorów i zawodowców. Czołowi zawodnicy niewiele mają okazji do rywalizacji na najwyższym poziomie i walki o wypełnienie minimum olimpijskiego. Czołowi polscy „długasi” często bywali krytykowani, a w uzyskanie czasów kwalifikacyjnych, które pozwolą na start w Sapporo w 2021 r. niewielu liczyło. Tymczasem sobota 17 kwietnia już zapisała się w historii polskiego maratonu. Tego dnia łącznie aż 8 zawodników i zawodniczek wypełniło minimum, które wynosiło 2:11:30 dla mężczyzn i 2:29:30 dla kobiet.

Podczas rozgrywanych Mistrzostw Polski w Maratonie w Dębnie rezultatem 2:10:31 Arkadiusz Gardzielewski poprawił rekord życiowy i zdobył drugie w karierze mistrzostwo Polski w maratonie. Drugie miejsce zajął Kamil Karbowiak (2:10:35), a trzecie debiutant Krystian Zalewski (2:10:58). Tego dnia w ramach maratonu zorganizowanego na lotnisku Twente w Holandii szybciej od ustalonego minimum pobiegli jeszcze Marcin Chabowski (2:10:17) i Adam Nowicki (2:10:21). Kolejny raz o wskaźnik na igrzyska otarł się Yared Shegumo (2:11:50).

W Dębnie siłę pokazały również kobiety. Mistrzynią Polski została Aleksandra Lisowska wypełniła olimpijski wskaźnik, ale także czasem 2:26:08 wyrównała blisko 20-letni rekord Polski w maratonie. Wicemistrzynią kraju została Angelika Mach (2:27:48), a brąz zdobyła Izabela Paszkiewicz (2:28:12). Wszystkie trzy uzyskały rezultaty szybsze od minimum. Dotąd tylko Karolina Nadolska, ponad dwa lata temu, 7 kwietnia 2019 roku w Hanowerze uzyskała lepszy rezultat niż minimum - 2:27:43.

Mieliśmy okazję porozmawiać z Mistrzem Polski Arkadiuszem Gardzielewskim o starcie i przygotowaniach i dalszych planach. Zapraszamy do rozmowy!

Jak wyglądały przygotowania do maratonu w Dębnie?

Arkadiusz: To były jedne z trudniejszych przygotowań jakie przeprowadziłem. To nie była droga usłana różami, a raczej coś co rodziło się w mękach. Przygotowania rozpocząłem tradycyjnie w grudniu. Na początku grudnia startowałem w maratonie w Walencji [ Arkadiusz nie ukończył zmagań z powodu kontuzji] potem zrobiłem sobie takie 3 tygodnie okresu wolnego, aby się zregenerować i zacząć budować formę od „zera”.

Przez pierwsze ok. 3 tygodni od końca grudnia budowałem bazę tlenową, po czym przystąpiłem do budowania potencjału wytrzymałościowo-siłowego opartego na biegach w II zakresie i trenowaniu siły biegowej. To jest taki wstępny okres, który stosuje przy większości maratonów, które biegam na wiosnę. Zawsze wstęp do przygotowań dobrze na mnie działa, dlatego też stosuje go za każdym razem niemal tak samo.

Przez pierwsze 3-tygodnie wszystko szło tak jak chciałem. Potem jednak zaczęły się schody. Skończył się obóz, pojechałem do domu i przez około kolejne 3-tygodnie niewiele trenowałem. Na to złożyło się kilka okoliczności. Miałem trudności z godzeniem obowiązków domowych i innych obowiązków oraz treningów. Ten okres 3-tygodni był taki trochę stracony. Na początku marca myślałem wręcz, by zrezygnować ze startu w Dębnie.

Na szczęście pojechałem na drugi obóz, gdzie zacząłem dochodzić do siebie. Mam trochę taką sytuację, że na obozach bardziej "odpoczywam" niż ciężko pracuje. Po tygodniu doszedłem do siebie, odespałem, zaczęło mi się dobrze biegać. Zrobiłem dobrą robotę i trening zaczął dobrze iść. Na koniec obozu biegałem w Parku Skaryszewskim sprawdzian na prawie maksymalnych obrotach, który pokazał, że jednak jestem w stanie coś jeszcze pobiegać w tym roku. Wróciły nadzieje. Można zatem powiedzieć patrząc na pracę treningową, że to były bardzo krótkie przygotowania.

W styczniu i lutym pokonywałem ok. 650 km, dopiero w marcu ok. 850 km. Zazwyczaj tak wyglądają moje przygotowania, że jest taki jeden miesiąc, gdzie jest tych kilometrów jest troszkę więcej. Na dobrą sprawę, można trenować więcej, ale nie na tym się skupiałem. Chodziło mi o to, by w pierwszych miesiącach zrobić fajną pracę jakościową na niższym kilometrażu, ale o tym takim charakterze wytrzymałościowo-siłowym, a nie tym takim stricte tempowym.

Czyli nie było nowych bodźców treningowych?

Arkadiusz: Nowych bodźców nie było, ale było inne podejście, czyli to o czym wspomniałem, postawienie na to, by organizm był wypoczęty bez względu na koszty. Zawsze pilnowałem cyferek, kilometraż i wszystko musiało się zgadzać, tym razem starałem się, by w żadnym aspekcie organizm nie był przemęczony. Zmiany były subtelne, chciałem zwolnić na biegach długich i wdrożyć więcej biegów o charakterze zmiennym z aktywną przerwą, czyli takie biegi, gdzie biegałem odcinki 2 km na 2 km przerwie (bieganej w tempie 3:30 min/km.)

Jak wyglądało wsparcie podczas przygotowań ze strony wojska?

Arkadiusz: To było jedyne wsparcie jakie miałem w przygotowaniach. Te 5 tygodni mocniejszej pracy treningowej, przypadło na 2 obozy. Wojsko jest największym mecenasem sportu w Polsce. Bez wojska bym nie biegał.

Jakie znaczenie w przygotowaniach miał trening w grupie?

Arkadiusz: Łatwiej jest trenować w grupie, o ile trening jest dopasowany do ciebie. Pierwszy obóz przetrenowałem sam, ewentualnie wolne wybiegania trenowałem z chłopakami, wszystkie akcenty biegałem już sam. Zdarzało się, że z Adamem Nowickim i Marcinem Chabowskim jeździliśmy na halę do Torunia wykonywać mocne jednostki, ale to też wyglądało tak, że chłopaki biegali co innego np. tysiące, a gdzieś ja dokładałem tysiąca.

Próbowaliśmy łączyć przerwy, tak, by zaczynać razem, treningu grupowego nie było zbyt dużo. Na drugim zgrupowaniu 3-tygodnie przetrenowałem już z chłopakami, realizując główne akcenty. Jak wspominałem, ta praca nie szła. Czułem, że potrzebuję motywacji, trochę luzu, łatwiej było mi wykonać mocniejszy trening z kimś niż samemu.

Arkadiusz Gardzielewski

Jak sobie radziłeś mentalnie?

Arkadiusz: Mówiąc szczerze, nie powiedziałbym nic optymistycznego. Jak mówiłem, byłem bliski rezygnacji, bo nic się nie układało. Cały czas starałem się jednak zostawić otwartą głowę. Prace nad sobą samym wykonałem w ostatnich 2-tygodniach. Wiedziałem, że będzie ciężko, musiałem poprawić rekord życiowy po 9 latach. Do tego było wielu innych chętnych zawodników na to walkę o to minimum.

Szanse relatywnie nie były zbyt wielkie. Odsuwałem od siebie presje. Skupiając się na tym, by pobiec jak najlepiej. Nie skupiając się na wyniku, ale chcąc powalczyć o medal mistrzostw polski, Do startu stanąłem z otwartą głową, że wszystko może się stać. Po 20 latach biegania wiesz co jest, nie oszukasz się. Jak coś idzie to idzie, jak nie idzie to nie idzie.

Startowałeś w modelu Asics MetaSpeed Sky a w jakich trenowałeś?

Arkadiusz: Większość treningowych jak zwykle wykonałem w butach treningowych. Zależy mi na dobrej amortyzacji i ochronie stawów. Były to Asics Gel-Nimbus, a treningi jakościowe, szybkościowe, wykonywałem w MetaSpeed i Metaracer. Dysponowałem prototypami MetaSpeddów, ale tak naprawdę do końca nie wiedzieliśmy czy uda się dostać normalne buty z dystrybucji, więc oszczędzałem te buty, by za szybko ich nie zużyć. Wykonałem oczywiście w nich kilka treningów. Resztę wykonywałem we wspomnianym Metaracer.

Asics Gel Nimbus
Asics Gel-Nimbus 23

Jak biegalo Ci się w MetaSpeed Sky?

Arkadiusz: Jest to zupełnie coś innego, nie dziwię się, że te buty tak szybko zniknęły z półek. Już pierwsze wrażenie, jak założyłem buty, robiło różnicę. Po raz pierwszy po zmianie buta, widziałem też różnicę na stoperze. Biegałem jeden z treningów na hali w Toruniu, nagle się okazało, że na tym samym tętnie biegam 7 s szybciej 2 km odcinki, aż nie chciało mi się wierzyć. Biega się w nich lekko, pianka jest zupełnie inna.

Przez wiele lat narzekaliśmy, że podeszwy w butach są płaskie, przez co dochodzi do uszkodzeń mięśni. Marzyliśmy o takim bucie z grubszą pianką. Wolelibyśmy mieć grubszą piankę kosztem wagi. MetaSpeed to było spełnienie naszych oczekiwań. Wreszcie producent poszedł w kierunku, którego oczekują sami zawodnicy.

Asics Metaspeed Sky

Jak wyglądał ostatni tydzień przed startem?

Arkadiusz: Tu już był tak naprawdę odpoczynek. Troszeczkę wydłużyłem okres regeneracji w stosunku do tego co robiłem wcześniej. Zazwyczaj 8 dni przed robiłem mocniejszy trening w III zakresie, 8 km lub 10 km, W tym przygotowaniach ostatni mocny trening zrobiłem na 1,5 tygodnia przed startem.

Był to trening 4 x 4 km bieganie po 3:02 min/km. Później w niedzielę zrobiłem luźne 400 m, w środę luźny II zakres. Te 10 dni to był taki odpoczynek. Starałem się odstawić wszystkie obowiązki jakie mogłem. Starałem się odpoczywać, relaksować. Na ok. 2-tygodnie przed maratonem wyjechałem do domu rodzinnego, aby złapać troszkę luzu, pooddychać świeżym powietrzem. Oglądałem seriale, grałem w gry strategiczne, odsuwałem myśl od maratonu jak najdalej od siebie.

Co czułeś w Dębnie?

Arkadiusz: To jest nie do opisania. Przede wszystkim też dlatego, że udało się to po 9 latach. 9 lat czekałem, by pobić swój rekord życiowy w maratonie. Gdy w 2012 r. nabiegałem 2:11:34 myślałem, że już potem będzie tylko szybciej. Okazało się, że to wcale nie jest takie proste. Napotkałem liczne problemy, radziłem sobie z nimi. Szło lepiej lub gorzej, ale cały czas wierzyłem. Pracowałem ciężko i nie rezygnowałem ze swoich marzeń. Teraz dostałem za to nagrodę.

Ten rekord życiowy smakuje o tyle lepiej, że od pół roku wróciłem do bycia swoim trenerem. Trenowałem siebie przez 3 lata, następnie trenowałem z trenerem Ryszardem Marczakiem, po czym uznałem, że tą ostatnią szansę, chce dać sobie, wierzę w siebie. Po raz kolejny okazało się, że można trenować siebie i można to robić dobrze. Można powiedzieć odniosłem podwójny sukces: trenerski i zawodniczy. 

Czy bieg na pętlach sprawiał Tobie problem?

Arkadiusz: Byłem skupiony na biegu, mi to nie przeszkadzało. Biegałem w różnych maratonach, wiele razy ludzie pytali się mnie - "a widziałeś to czy tamto"", często nie pamiętałem nic z trasy. To jest taki trans, lecisz w grupie, wyłączasz głowę, kilometry uciekają. Czasami człowiek potrafi się tak zawiesić, że nagle się "budzisz" i jesteś kilka kilometrów dalej. To jest wielką sztuką. Najwięksi zawodnicy potrafią coś takiego realizować - odciąć się od wszystkiego. Jak już jesteś na wyższym poziomie, zaczynasz to opanowywać. Wiesz, że jeśli to jest twój dzień, jeżeli dysponujesz formą, to potrafisz coś takiego zrobić. 

Od początku startu czułem się bardzo dobrze, ale jestem doświadczonym maratończykiem, nie popadam zbyt szybko w euforie. wiem jak to szybko potrafi się odmienić, szczególnie po 30 km. Wiedziałem, że jestem w dyspozycji, ale niepokoiło mnie to, że bieg był prowadzony w bardzo szybkim tempie. Postulowałem przed biegiem, by pierwsza połowa była dużo wolniejsza w 1:06-1:05,45, pacemakerzy ustawieni byli na 1:05:30, a tak naprawdę było 1:04:53. Do końca była więc nutka niepewności czy wytrzymam. 

A jak wyglądało wsparcie kibiców w obecnych czasach?

Arkadiusz: Miałem solidne wsparcie grupy Przyjaciół, dzięki temu miałem kibiców niemal na całej trasie. To było niesamowite. Oprócz tego inni kibice czy zawodnicy, bo pętla ma to do siebie, że mijasz kogoś, a po 30 km zaczęły się duble, krzyczą, dopingują, motywują. Nie odniosłem wrażenia, żeby kibiców było mniej niż na innym biegu. Trasa miała 8 km, więc kibicom łatwiej się rozstawić na takiej odległości. 

Pierwsza myśl po przekroczeniu linii mety?

Arkadiusz: Chyba nie myślałem, albo może inaczej, nie ruszajcie mnie. Położyłem się, przytuliłem asfalt. Jeżeli ktoś się skrajnie wyczerpie jak ja, to jedyne o czym marzy, to się położyć.

Co się działo na ostatnim kilometrze? 

Arkadiusz: Kibice krzyczeli, że Kamil zbliża się do mnie. Chciałem dać z siebie wszystko, dowieźć zwycięstwo do końca. Powalczyć do końca, aby nie mieć sobie nic do zarzucenia. 

Jaki plan na Tokio i co dalej?

Arkadiusz: Teraz się skupiam nad tym, aby odpocząć. zregenerować się zarówno fizycznie, jak i psychicznie. To jest też czas, gdzie będę myślał jak się przygotować. Będę też czekał na propozycję szkolenia ze związku. Oczywiście zależy mi, by w Tokio dać z siebie wszystko, aby pobiec najefektywniej. Skupiam się na sobie, nie na rywalach.

Strategię treningową będę dopiero tworzył, wydaje mi się, że pójście w zwiększenie objętości nie ma tutaj większego sensu ze względu na to, że pracę objętościową wykonałem zimą. Mam krótki okres regeneracyjny, czasu nie ma zbyt wiele. Wykonując drugi raz taką pracę objętościową, mógłbym stanąć na starcie zmęczony, Skupiać się będę na treningach jakościowych, tutaj będę szukał szans.

Po Tokio będę myślał co dalej, biegać będę chciał tak długo, jak będę biegał na wysokim poziomie i tak długo jak zdrowie mi będzie pozwalało. 

Bestsellery Zobacz więcej

Zapisz się do newslettera i odbierz 10% rabatu na pierwsze zakupy!

Zapisz się