• Treningi
  • Testy
  • Dieta
  • Wydarzenia
24 Maja 2021

Matka, żona i… triathlonistka! O debiucie słów kilka!

Matka, żona i… triathlonistka! O debiucie słów kilka!

 To nie będzie historia o tym jak spełnia się wieloletnie marzenia, raczej mniej wyczekiwane. Jako przykładna żona i matka nigdy nie myślałam o triathlonie, czyli połączeniu trzech dyscyplin: biegania, pływania i jazdy na rowerze, bo zwyczajnie w świecie nie miałam na to czasu. Opowiem o kawałku mojego życia, które dałam sobie wywrócić do góry nogami po to, żeby udowodnić sobie, że jak się czegoś bardzo pragnie to można. Po to, aby pokazać innym, że warto czasami zostać "egoistką", żeby zrobić coś tylko dla siebie i czerpać z tego frajdę i radość.

Biegam od sześciu lat, czasami dla wyników, bo lubię poczuć rywalizację i przekraczać własne granice, ale główny powód to utrzymywanie formy i sprawności. Pokonywanie kilometrów daje mi wolność, oddech od trosk i problemów dnia codziennego. Banalne, ale u mnie się sprawdza, więc kontynuuję. Tylko tyle i aż tyle.

Triathlon? Przecież nie umiem pływać!

Chyba mało kto chce wracać wspomnieniami do roku 2020 r., ale muszę żeby zobrazować moją przygodę. Dla mnie miał to być rok „półmaratonów”. Przygotowywałam się do nich z dużym zaangażowaniem, bo miałam spełnić swoje marzenie i przebiec ten dystans poza granicami naszego kraju. Niestety, wszystkie zawody po kolei mi odwoływano, albo przekładano. Aby nie tracić motywacji do treningów dałam się namówić na start w Duathlonie. Kombinacja dwóch dyscyplin (bieg, rower, bieg) przypadła mi do gustu, przekonałam się, że rower można wykorzystywać nie tylko do rekreacji z rodziną, ale i do szybkiej jazdy.

Znajomi, bardzo szybko wyłapali moją ekscytację i tego samego dnia rzucili mi wyzwanie na rok 2021, miałam zadebiutować w triathlonie. Niestety nie podzieliłam ich entuzjazmu ponieważ nie potrafiłam wtedy pływać! Długo się jednak nie zastanawiałam, przeliczyłam, że mam przynajmniej pół roku na naukę, więc dam radę. Wiedziałam, że łatwo nie będzie, ale chęć przeżycia przygody, sprawdzenia siebie zwyciężyła.

Nie chciałam tracić czasu, więc bardzo szybko znalazłam szkołę pływania, wykupiłam karnet na basen i zaczęłam naukę, w wieku 37 lat zadanie nie należało do najłatwiejszych. Chodziłam na basen trzy razy w tygodniu, pływałam pod okiem trenera, a weekendy szlifowałam sama wszystko to czego mnie uczył. Cieszyłam się z postępów jak małe dziecko, niestety do czasu, gdy rząd ogłosił pierwszą jesienną kwarantannę i zamknięcie basenów.

Po dwóch miesiącach pauzy bałam się wrócić na pływalnię, na szczęście okazało się, że szybko nadrobiłam stracony czas. Euforia towarzyszyła mi na każdych zajęciach. Przyszedł moment, że przyznałam się trenerowi do mojego szalonego pomysłu. Poprosiłam, by odpuścił mi inne techniki, chciałam skupić się na kraulu, którym planowałam płynąć w zawodach. Szlifowanie zaczynało przynosić efekty i bum... „zamykamy” usłyszałam po raz drugi.

Na debiut wybrałam zawody w Osieku, data zawodów została wyznaczona na 15 maja. Zapisując się na start nie spodziewałam się, że wiosna przyjdzie z kilku tygodniowym poślizgiem. Nie chciałam panikować, ale temperatura wody w jeziorach bardzo długo nie pozwalała na rozpoczęcie pływania. Przyszedł jednak moment 1.5 tygodnia przed zawodami, że musiałam zakupić piankę i przełamać swój strach.

Przed zawodami udało się wykonać dwa krótkie treningi w otwartych wodach niestety nie było już czasu na naukę, podjęłam męską decyzję, pierwsze zawody przepłynę piękną, szybką żabką.. no trudno. Najważniejsze, żeby dopłynąć i zmieścić się w limicie czasowym, a na poprawę wyników przyjdzie jeszcze lepszy czas.

Start

W dniu zawodów matka natura spisała się na medal, temperatury wody w zbiorniku oraz powietrza wynosiła ok 17”C, do tego świeciło słońce. Lepszej pogody na debiut nie mogłam sobie wymarzyć.

Etap pływacki był najtrudniejszy. Pierwsza połowa z 500m dystansu to była walka o utrzymanie się na wodzie. Ruszyłam w pierwszej 200 osobowej fali, znalezienie własnego toru w zburzonej wodzie nie było łatwe. Na szczęście w drugiej połowie dystansu udało się przywrócić kontrolę i złapać swoje tempo. Przyznaję szczerze, że wyjście z wody to był jeden z przyjemniejszych momentów w tym zwariowanym dniu.

20 km trasa rowerowa z przepięknym widokiem na góry ozdobiona kwitnącym rzepakiem, choć była bardzo trudna technicznie to pokonanie jej było czystą przyjemnością. Zjeżdżając do strefy czułam lekki niedosyt, że tak szybko się skończyła. Zamknięte drogi dla ruchu samochodowego dają ogromne poczucie bezpieczeństwa i łatwiej pokonywać swoje granice.

Gosia Bieniek
Fot. FotoOperatyw Stowarzyszenie Fotograficzne

Byłam bardzo dumna z siebie, że na żadnym zjedzie nie hamowałam, bawiłam się jak w lunaparku łącznie z okrzykami radości przy przybieraniu szybkich prędkości, oczywiście „szybkich” dla mnie, bo zdaję sobie sprawę, że jeśli chodzi o rower to też mam nad czym pracować.

Małgorzata Beiniek
Fot. FotoOperatyw Stowarzyszenie Fotograficzne

Ostatni etap zabawy to 5 km biegu, który składał się z dwóch pętli wokół malowniczego zalewu Beskidzkiego. Pokonanie ich to była już wisienka na torcie. W tej dyscyplinie czuję się najlepiej. Kibice na trasie, doping najbliższej rodziny, znajomych doprowadził mnie prosto do mety na którą udało się wbiec razem z moimi dzieciakami.

Czas w tym dniu nie był najważniejszy, miałam poznać jak najlepiej tę dyscyplinę, nauczyć się szybkiego przebierania w strefach zmian tak, aby zaprocentowało to w przyszłości. Pomimo, że drugi etap zawodów pokonałam z dużym zapasem energetycznym, wynik i tak przeszedł moje oczekiwania, naprawdę bardzo dobrze mi poszło.. 1:24 w debiucie to nie wstyd! ;)

Zawsze lubiłam biegać, jeździć na rowerze, ale połączenie tych puzzli dodatkowo z pływaniem to jakaś magiczna mieszanka. Dziś już wiem, że na tym moja przygoda się nie kończy. Może nazywanie siebie Triathlonistką po ukończeniu 1/8 IM jest nad wyraz, ale niech to będzie zachęta dla mnie i innych.

Małgorzata Bieniek

Aktywność fizyczna jest każdemu niezbędna do życia, więc nie ważne jaką formę wybierzemy, róbmy to co sprawia nam przyjemność, daje satysfakcję i nie bójmy się nowych wyzwań. Przemeblowanie życie rodzinnego może do łatwych nie należy, ale jeśli tylko mamy od nich wsparcie i pomoc to niemożliwe nie istnieje.

Małgorzata Bieniek

Bestsellery Zobacz więcej

Zapisz się do newslettera i odbierz 10% rabatu na pierwsze zakupy!

Zapisz się