• Treningi
  • Testy
  • Dieta
  • Wydarzenia
28 Września 2021

BMW Berlin Maraton 2021 – szalone tempo i przygoda życia!

BMW Berlin Maraton 2021 – szalone tempo i przygoda życia!

Berlin Maraton rozpoczął prawdziwą "maratońską jesień". To wyjątkowy rok, po raz pierwszy niemal wszystkie biegi rozgrywane w ramach World Marathon Majors (łącznie pięć z sześciu: Berlin, Londyn, Chicago, Boston i Nowy Jork) odbywają się jesienią w przeciągu zaledwie siedmiu tygodni. Na mecie niedzielnego biegu w Berlinie zameldowało się 24 796 uczestników. I choć to znacznie mniej niż w roku ubiegłym, gdy zanotowano 43 987 finiszujących, to berliński maraton i tak po raz kolejny zapisał się w historii – jako pierwsza tak duża impreza od czasów pandemii.

Berlin to wyjątkowy maraton uchodzący również za jeden z najszybszych, to tu od 2003 r. ustanawiane są rekordy świata na królewskim dystansie wśród panów. Tym razem też oczekiwania były wysokie. Faworytem był już 39-letni Kenenisa Bekele, który 2 lata temu niespodziewanie zbliżył się do rekordu świata z 2018 r. Do powtórzenia wyczynu Eliuda Kipchoge (2:01:39) zabrakło mu tylko 2 sekund (2:01:41).

Szalone tempo wyścigu

Podczas tegorocznej edycji pogoda odgrywała kluczową rolę. Już o poranku na starcie zawodnikom towarzyszyła temperatura w okolicach 18 stopni Celsjusza, która z każdą godziną rosła. Mimo to wyścig rozpoczął się w szalonym tempie. Czołówka pierwszą połowę pokonała w 60:48. Nigdy wcześniej pierwsza połowa dystansu nie została przebiegnięta tak szybko. Kibice z zaciekawieniem przyglądali się zmaganiom. Można było spodziewać się historycznego biegu albo walki o przetrwanie do mety. Padło na to drugie.

Faworyt Bekele został lekko z tyłu już na 18 km. Pacemakerzy docelowo mieli poprowadzić na czas 61:00, ale przyspieszyli. Pokonali aż o 18 sekund szybciej pierwszą połowę niż gdy Kipchoge ustanowił aktualny rekord świata 2:01:39 w 2018 r. Była to odważna próba, którą wytrwał Adola Guye, choć szaleńczego tempa przy wysokich temperaturach nie utrzymał. Mimo to dotarł do mety z czasem 2:05:45, który zapewnił mu pewne zwycięstwo. Tempo w kolejnych etapach znacznie spadało, międzyczasy z 10 km: 28:47, 28:50, 30:11, 31:20. Drugie miejsce zajął Bethwel Yegon z Kenii (2:06:14), a dopiero trzecie Kenenisa Bekele 2:06:47.

Wśród pań triumfowała debiutantka Gotytom Gebreslase, która zaskoczyła wszystkich i zanotowała rezultat 2:20:09. Drugie miejsce zajęła Hiwot Gebrekidan 2:21:23, a podium dopełniła Helen Tola z Etiopii z czasem 2:23:05.

W jakich butach biegli najszybsi? 

Od lat największe maratony to również wyścig producentów sportowych w tworzeniu modeli, które pozwolą osiągnąć rekordowe wyniki. Swego rodzaju pojedynek nie tylko między czołowymi zawodnikami, ale i markami.

W ostatnich latach największe maratony Abbott World Marathon Majors zdominowała marka Nike, głownie modele Vaporfly. W 2018 r. buty do biegania Nike zajęły 25 z 36 miejsc na podium, z kolei w 2019 r. było to już 31 na 36 miejsc, w tym wszystkie miejsca na podium podczas Berlin Marathon.

Tym razem sukces zanotowała marka adidas, która w ubiegłym roku wypuściła na rynek model Adizero Adios Pro, ten od debiutu notował kolejne rekordy, ale głównie na dystansie półmaratonu, rok pandemiczny nie obfitował jednak w wiele wydarzeń sportowych [więcej: adidas Adizero Adios Pro 2. Skąd inspiracja? Co nowego?]. 

Adola Guye pokonał dystans w modelu Adizero Adios Pro 2, tak jak i drugi zawodnik oraz druga zawodniczka. 

  Meżczyżni Model butów Kobiety Model butów
1. Adola Guye
2:05:45
adidas Adizero Adios Pro 2 Gebreslase Goytytom
2:20:09
Nike ZoomX Vaporfly Next% 2
2. Yegon Bethwel
2:06:14
adidas Adizero Adios Pro 2

Hiwot Gebrekidan
2:21:23

adidas Adizero Adios Pro 2 
3 Kenenisa Bekele
2:06:47
Nike ZoomX Vaporfly Next% 2 Tola Helen
2:23:05
On Running Cloudboom Echo


Adola Guye

Sprawdź adidas Adizero Pro 2

 

Przygoda życia

Start w maratonie berlińskim to dla wielu marzenie. Nie jest łatwo znaleźć się na liście startowej. Przed szansą zmierzenia się z kultowym dystansem stanął Mirosław Mikołajczyk znany bardziej jako Miraz. Wywodzi się z biegów przeszkodowych OCR, a obecnie specjalizuje się w biegach górskich. Na początku swojej przygody startował w biegach ulicznych, ale bardziej w lokalnych biegach na dystansach 5 czy 10 km.

Z dystansem maratońskim zmierzył się po raz pierwszy w ubiegłym roku. W debiucie uplasował się na 29. pozycji z rezultatem 3:07:58. Niespecjalnie jednak przepada za tego typu biegach, nie przygotował się też jakoś szczególnie. Z uwagi na pandemię nie było zbyt wiele okazji do startów, dlatego zdecydował się na start. Gdy jednak pojawiła się okazja startu w Berlinie, nie wahał się. 

 –  Wiedziałem co to jest za bieg i jak trudno się na niego dostać. Wiedziałem, że chcę pojechać. Cały czas jestem w treningu, choć nieco innym. Mam okres mocniejszych przygotowań pod setkę w górach. Jak wiadomo, biegi górskie wymagają nieco innego treningu niż te asfaltowe. Nie było już za bardzo czasu na przygotowania asfaltowe. Mimo to postawiłem sobie ambitny plan na start, pobiec w okolicach 3 godzin. Pogoda go jednak trochę pokrzyżowała. Widziałem wielu zawodników, którzy przegrywali z wysoką temperaturą.

Ostatecznie uzyskałem 3:05:03, więc i tak jestem zadowolony. Może nie mam za sobą wielu maratonów, ale ten start to zdecydowanie przygoda życia. Zawsze uważałem, że asfalty są nudne, nic się na nich nie dzieje, ale tam nie było żadnej nudy. Tam cały czas się coś działo i to dzieje się wokół zawodnika na trasie. Ten maraton pozwala polubić biegi asfaltowe. Można powiedzieć – bajka. Polecam nawet pojechać tam jako kibic i pobyć w tym otoczeniu, to zdecydowanie wyjątkowy bieg. Nie bez powodu za taki uchodzi. Gdybym miał okazję jeszcze raz tam wystartować, pojechałbym z miejsca. Warto, by poczuć ten klimat i te emocje. 

Mogę to powtarzać, sam maraton zaskoczył mnie atmosferą i organizacją na każdym etapie już od przyjazdu, przez odbiór pakietów po start. Jest to zupełnie inny wymiar, inny świat. Nie ma się co dziwić dlaczego ten bieg uznawany jest za tak prestiżowy. Pierwszy raz spotkałem się, że przez 42 km praktycznie non stop był doping na trasie, to niesie. To na pewno jest znacząca cegiełka w walce o wynik. 

Wracając jeszcze do startu, na biegu miałem mały kryzys między 28-30 km, miałem spadek energetyczny, nieco zwolniłem. Poratowałem się żelem i moc wróciła. Miałem na szczęście żele ze sobą. Wystartowałem w spodenkach adidas Adizero Two In One, które miałem okazję przetestować. Przyznam, że były dla mnie sporym zaskoczeniem. Mają dwie warstwy, pierwsza to takie krótkie legginsy z elementami silikinowymi, które świetnie przylegają, nie podwijają się. Mają boczne kieszonki, gdzie można było spokojnie włożyć żel czy pastylki, z czego skorzystałem i jak się przekonałem, nie wpływa to zupełnie na komfort biegu.

Na zewnątrz są lużne, lekko wykrojone. Dodatkowo tam są dwie kieszonki na zamek. Choć był upał, oblewałem się wodą, a spodenki były mokre, nic mi nie przeszkadzało, nic się nie przyklejało czy odparzało. 

Przyznam, że miałem dylemat przed startem na jaki strój startowy postawić. Miałem do wyboru modele adidas Adizero Adios Pro 2 i Adizero Prime X. W tym pierwszym modelu miałem już okazję pokonać półmaraton w Krakowie. Dostałem je co prawda na tydzień przed startem, ale nie zawiodłem się. W 17. Krakowskim Półmaratonie Marzanny poprawiłem swój rekord życiowy do poziomu 1:27:14.

W Berlinie postanowiłem spróbować możliwości drugiego modelu. Wiadomo, że Prime X wzbudza sporo kontrowersji, nie zamierzałem walczyć o rekord światowy czy podium, więc zdecydowałem się na start w Prime X, aby sprawdzić co właściwie siedzi w tym modelu. To idealna okazja na prawdziwy test.

I muszę to przyznać, gdybym miał określić jednym słowem – petarda. But jest niesamowicie dynamiczny. Oczywiście, swoje trzeba pokręcić nogami, ale jest to kolejna cegiełka do lepszego wyniku. Dla mnie oba modele to była zupełnie nowość, wcześniej co najwyżej miałem okazję biegać w modelu Adizero Boston – ale najszybsze modele to również inny świat. 

Mirosław Mikołajczyk Miraz

Sprawdź adidas Adizero Prime X


Przyznam, że ciężko mi określić różnicę między modelami Adios Pro 2 i Prime X, być może wpłym ma również dyspozycja dnia, ale chyba w Adios Pro 2 biega mi się mimo wszystko lepiej. Być może wynika to z wysokości podeszwy, preferuję nieco niższą. Musiałbym teraz pobiec maraton w Adios Pro 2, by mieć lepsze porównanie. 

Zdjęcie główne: SCC EVENTS/Sebastian Wells/OSTKREUZ

Bestsellery Zobacz więcej

Zapisz się do newslettera i odbierz 10% rabatu na pierwsze zakupy!

Zapisz się