• Treningi
  • Testy
  • Dieta
  • Wydarzenia
7 Stycznia 2022

Recenzja odzieży X-Bionic Invent 4.0 i skarpet X-Socks Winter. Technologia ma swoją cenę

Recenzja odzieży X-Bionic Invent 4.0 i skarpet X-Socks Winter. Technologia ma swoją cenę

Bielizna termoaktywna – któż z nas choć raz o niej nie słyszał? Magiczny wynalazek, który w cudowny sposób ma pomóc nam regulować temperaturę ciała podczas naszych sportowych aktywności. Mówią, że można o niej pisać wiele, można też nie pisać nic. Wszystko to wynika z tego, że każdy z nas jest inny i inaczej reaguje na aktualne warunki pogodowe w jakich trenuje. Dlatego jej wybór to kwestia dość indywidualna, chociaż istnieje kilka faktów, którymi warto się zasugerować przed zakupami. Nie zawsze droższe = lepsze, ale…

Nie jest to moja pierwsza tego typu bielizna, choć na pewno pierwsza, która tyle kosztuje! Do tej pory nie miałem okazji używać „odzieży termo”, której cena detaliczna przekracza 300 zł za sztukę. Najczęściej używałem sprzętu w granicach 150-200 zł i wydawało mi się, że jest dobrze. No właśnie – wydawało mi się. Dopiero kiedy poczułem na własnej skórze różnicę miedzy standardowym produktem, a produktem PRO, zrozumiałem dlaczego ten segment odzieży jest tak ważny i czemu warto dołożyć więcej by poprawić komfort moich aktywności, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym.

Czasami nie lubię się „rozmieniać na drobne”, dlatego postanowiłem sprawdzić całą zbroję, którą oferuje marka X-Bionic w swojej serii Invent 4.0. I tak trafiły do mnie:

W ofercie są dostępne jeszcze bokserki, ale akurat nie było mojego rozmiaru… A szkoda :D!

X-Bionic Invent 4.0
 

Sprawdź produkty X-Bionic

 

Pierwsze wrażenia

Pierwszy kontakt po założeniu całości na siebie może wydawać się nieco dziwny. Po pierwsze warto wspomnieć o tym, że mamy tu lekką kompresję co w praktyce przekłada się na mocne dopasowanie do naszego ciała i możliwość wystąpienia małego uczucia „uciski” (ta druga cecha będzie raczej dotyczyć osób, które wcześniej nie korzystały z koszulek kompresyjnych na klatce piersiowej, tak jak ja). Ale nie należy się tego bać.

Bielizna X-Bionic to jedna z tych, do których trzeba się przyzwyczaić. Dać sobie chwilę na „dojście do siebie”. Tak było w moim przypadku. Nie występuje tutaj odczucie „duszenia się” albo „zgniatania” naszej klatki (czy nóg w przypadku legginsów albo głowy w przypadku czapki), a jedynie bardzo dobre dopasowanie do ciała. Tak działa kompresja –  ma poprawiać przepływ krwi w naszym organizmie i nieco „ustabilizować” nasze mięśnie. Po kilku minutach to wszystko mija i ma się wrażenie jakbyśmy mieli na sobie „drugą skórę”.

Po drugie, zaraz po założeniu bielizny zacząłem wyczuwać, że robi mi się ciepło. I tu mała uwaga – to nie bielizna nas grzeje (jak twierdzą niektórzy producenci). Odczucie ciepła wynika z tego, że materiał z jakiego wykonany jest ten produkt, w połączeniu z odpowiednią konstrukcją, zapobiega utracie ciepła wytworzonego przez nasz organizm.

Podobnie było w przypadku skarpet. Te, choć są skonstruowane inaczej niż pozostała część bielizny, również od samego początku dawały mi poczucie, że stojąc w ciepłym pokoju zaczynam się w nich „gotować” (btw. te skarpety mogą być ciekawą opcją dla osób, którym marzną stopy nawet w domowym zaciszu :D). W kontakcie ze skórą dają wrażenie miłego i przyjemnego pluszu, który oplata stopę.

Skarpety X-Socks Winter Run 4.0 XS-RS08W20U-B038

Technologia, która pomaga

Nie ukrywam, że najbardziej eksploatowanym przeze mnie elementem tej garderoby były skarpetki oraz koszulka. Głównie było to bieganie, ale nie tylko. Warto wspomnieć o tym, że nie jest to tylko bielizna do biegania. Śmiało można ją wykorzystywać do innych aktywności (rower, narty, skituring, turystyka górska, alpinizm itd.). W moim przypadku oprócz biegania był jeszcze skituring oraz rower.

Dla mnie dużym plusem X-Bionic jest sama konstrukcja i sposób szycia bielizny. Choć tak jak wspominałem wcześniej, pierwszy kontakt może być nieco dziwny to później to uczucie zanika. A w trakcie aktywności w ogóle nie występuje.

Koszulka, spodnie czy czapka są uszyte w taki sposób, że kompletnie nie krępowały moich ruchów – czy to w trakcie zbiegania czy podchodzenia na nartach z kijkami. W żadnym momencie nie miałem wrażenia, że coś mi się podwija, uwiera, ociera, blokuje. Materiał jest mocno przylegający, ale na tyle elastyczny, że ergonomia ruchu pozostaje prawie na takim samym poziomie co w przypadku braku założonej odzieży.

W każdym punkcie, w którym może dojść do pewnych ograniczeń ruchowych koszulka oraz spodnie przeszyte są w taki sposób, by do tego nie dopuszczać. I to jest jedna z głównych zalet, które sprawiły, że czułem się dobrze w tej bieliźnie. Nie ważne czy musiałem się schylić by dowiązać buta, obrócić na rowerze by bezpiecznie zmienić pas czy podciągnąć na gałęzi w lesie, żeby pokonać przeszkodę z założonymi nartami – za każdym razem bielizna utrzymywała się prawie na swoim miejscu (piszę prawie, bo materiał zawsze wykona jakiś ruch).

Bardzo dobre dla mnie jest to, że koszulka jest przedłużona, dzięki czemu dobrze chroniła też tył moich pleców. A w połączeniu z założonymi legginsami nie zdarzyło mi się ani razu, żeby wysunęła się na zewnątrz. Te ostatnie mają też lekko podniesiony „stan” co dodatkowo nas zabezpiecza.

Legginsy termoaktywne X-Bionic Invent 4.0

Legginsów używałem najrzadziej. Nie dlatego, że są kiepskie tylko dlatego, że moje nogi dużo lepiej radzą sobie z utrzymywaniem odpowiedniej termiki niż górna część ciała. Nie biegałem w nich, ponieważ przy niższych temperaturach używam klasycznych legginsów z lekką dociepliną w środku, a nie było tak dużych mrozów, bym musiał zakładać na siebie drugą parę luźnych spodni (wtedy prawdopodobnie skorzystał bym z nich, a nie z klasycznych legginsów).

Teoretycznie mógłbym z nim biegać w normalnych warunkach, jednak brakuje im takiej ochronnej warstwy zewnętrznej (w końcu to bielizna termoaktywna), więc używanie ich w ten sposób trochę mija się z celem. Ale jak ktoś się uprze to można.

Legginsy były moim pierwszym wyborem na skiturach. Bardzo fajnie sprawdzały się w połączeniu z lekkimi spodniami narciarskimi (w sumie to na turach używam spodni trekingowych, a nie klasycznych, grubych narciarskich - wolę fast & light). Nie krępowały ruchu przy podejściach i zjazdach dzięki odpowiedniemu profilowi szycia, dobrze odprowadzały nadmiar wilgoci na podejściach i w większości przypadków nie powodowały odczucia zmiana na postojach (ale o tym nieco niżej).
 

Sprawdź legginsy X-Bionic


Czapka X-Bionic Soma Cap Light 4.0

Duży problem miałem z czapką, ponieważ, nie będę ukrywał – jest dziwna. Wyglądam w niej jakbym miał założony pływacki czepek albo hełm. Oczywiście nie wpływa to w żaden sposób na jej techniczność, ale pod kątem komfortu psychicznego nie było mi z tym najlepiej. Dlatego mało w niej biegałem, a częściej wykorzystywałem pod kaskiem rowerowym i narciarskim. Wtedy sprawdzała się dobrze, bo chroniła moje uszy jednocześnie szybko i sprawnie odprowadzając nadmiar potu na zewnątrz.

Czapka X-Bionic Soma Cap Light 4.0 ND-YC25W19U-B036

Sprawdź czapki X-Bionic


Ważna uwaga - ona występuje w dwóch rozmiarach i warto przed zakupem ją zmierzyć. Do mnie trafiła ta mniejsza, przez co teoretycznie prasowała, ale w praktyce lubiła się lekko podwinąć do góry delikatnie odsłaniając końcówki uszu. Mała pierdoła, ale na dłuższej wycieczce może irytować, zwłaszcza gdy wieje.

Skarpety X-Socks Winter Run 4.0

Skarpety dostały ode mnie najbardziej w kość. Wykorzystywałem je do wszystkiego - bieganie w śniegu, błocie, na skiturach, podczas jazdy na rowerze albo do użytku na co dzień - wszędzie tam, gdzie czułem, że stopy mogą marznąć zakładałem X-Socks’y. Osobiście uważam, że nie są tak „cool” jak wyżej wymienione produkty, ale używałem dużo gorszych skarpet innych marek. Te oceniłbym jako mocne 7 w skali dziesięciopunktowej.

Na plus zasługuje trzymanie ciepła –  w tym segmencie ani razu nie zdążyło mi się, żeby moje stopy marzły. Nie ważne czy biegałem w deszczu, błocie czy śniegu – za każdym razem mój komfort cieplny był na akceptowalnym poziomie.

Skarpety X-Socks Winter Run 4.0 XS-RS08W20U-B038

Sprawdź skarpety X-Socks


Podobnie było, kiedy miałem je założone na nartach. Są oczywiście za krótkie (normalne skarpety narciarskie sięgają do kolan), ale w ostateczności można z nich skorzystać. Gorzej sprawa miała się z odprowadzaniem wilgoci.

Tutaj mam mieszane uczucia, bo zdarzały się sytuacje, że kończyłem „suchy” trening, a skarpeta w bucie była lekko wilgotna. Natomiast trzeba w takiej sytuacji pamiętajmy o tym jak bardzo przewiewnego mamy buta. Im gorsza wentylacja w bucie tym skarpeta bardziej nasiąkniętą potem i wodą (mimo, ze technicznie jest przystosowana do szybkiego transportu nadmiaru wilgoci na zewnątrz).

Kupujesz raz – używasz długi czas

Niewątpliwą zaletą bielizny X-Bionic jest jej wytrzymałość. I nie mam tutaj na myśli wytrzymałości na uszkodzenia mechaniczne, a wytrzymałość na zużycie. Jestem raczej osobą, która mocno korzysta z produktów i nie zawsze je „szanuje”. Tak też było w tym przypadku. Często zdarzało mi się używać bielizny kilkukrotnie zanim trafiła do pralki (oprócz skarpet, te prałem po każdej aktywności).

To co mnie zaskoczyło to bardzo mała chłonność nieprzyjemnych zapachów przez materiał użyty w koszule czy legginsach. To nie jest tak, że te materiały nie śmierdzą, ale po tygodniu używania koszulki podczas biegania czy jazdy na nartach moi domownicy nie wysyłali mnie na siłę na przymusowy detoks zapachowy. W przypadku korzystania z klasycznych, poliestrowych koszulek technicznych czy po prostu bielizn termoaktywnych o gorszych właściwościach, taka sytuacja następowała najczęściej już po drugim, czasami trzecim użyciu danego produktu.

Koszulka X-Bionic Invent 4.0 IN-WT06W19M-B036

Sprawdź X-Bionic Invent 4.0


Z samą oddychalnością bywało różnie. Większość przypadków wypadała na plus, ale zdarzały mi się momenty, że czułem zimno. Mam (niestety) dużą tendencję do potliwości i szybkiego przegrzewania się w trakcie aktywności, dlatego bardzo często ubieram się na lekko. I o ile w trakcie ruchu bielizna sprawdzała się bardzo dobrze, bo nie czułem, że materiał nasiąka; że robi się przez to ciężki; że mnie po prostu wychładza, o tyle w momencie kiedy zatrzymywałem się na chwile (np. żeby przepiąć narty do zjazdu) momentalnie zaczynało mi być zimno.

Oczywiście, nie mogę zwalać wszystkiego na bieliznę, ponieważ ona sama nie zapobiegnie przed wyziębieniem, ale przyznam szczerzę, że oczekiwałem nieco lepszej terminki właśnie w tych momentach postoju. W najbardziej newralgicznych punktach (czyli plecy i klatka piersiowa) momentami dało się wyczuć przeszywający chłód, gdy wiatr zdecydował się na nieco zrywniejsze podmuchy. Niemniej nigdy nie zdarzyło mi się, że kończąc swój trening i ściągając koszulkę czułem, że jest bardzo wilgotna albo po prostu mokra. Była zawilgocona, ale nie mokra. I co ciekawe - nie wszędzie! Najczęściej ręce, ramiona i barki były najbardziej suchymi miejscami na koszulce.

Jestem w stanie nawet zaryzykować stwierdzenie, że bardziej mokra potrafiła być bluza, którą miałem założoną jako drugą warstwę niż X-Bionic, który przylegał bezpośrednio do skóry. A to się wcześniej nie zdarzało w moim przypadku prawie nigdy. Podobnie było w przypadku getrów jak i czapki.

Ta szybkość odprowadzania wilgoci i szybkiego wysychania ma jeszcze jedną zaletę –  pranie w domu. To było dla mnie bardzo duże zaskoczenie, kiedy wyciągając bieliznę z pralki wyczuwałem, że jest prawie sucha, kiedy pozostałe techniczne rzeczy znajdujące się wewnątrz bębna są nadal wilgotne i wymagają wysuszenia.

Przyznam się szczerze, że nigdy wcześniej nie spotkałem się z taką sytuacją, a trochę tych technicznych produktów w sowim życiu wyprałem. Ale żeby takie techniczne produkty jak X-Bionic mogły z wami długo i dużo przetrwać należy też prać je w odpowiednich środkach (ja używam Nikwax, ale mogą być też inne marki. Ważne by były to środki do prania odzieży technicznej) i według zaleceń producenta znajdujących się na metce.

Pranie odzieży X-Bionic

Sprawdź produkty Nikwax 

 

Kto tego potrzebuje?

Nie wyznaję zasady „im droższe tym lepsze”, bo w większości przypadków się ona nie sprawdza. W większości. W tym przypadku jest inaczej. X-Bionic nie jest tani, to prawda. Ale prawdopodobnie po czasie, podobnie jak ja, dojdziecie do wniosku, że lepiej dołożyć trochę więcej i mieć świadomość tego, że produkt z którego korzystacie spełnia wasze oczekiwania, a przede wszystkim jest bardzo dobry jakościowo. Czyli pisząc krótko – kupujesz raz i cieszysz się długim użytkowaniem.

Produkty, które testowałem poleciłbym tak naprawdę wszystkim, bez względu na to jaki rodzaj aktywności uprawiają – bieganie, rower, narty czy chodzenie na spacer do parku. Tak naprawdę w każdym z tych przypadków ta bielizna powinna się sprawdzić. Nie jest dla mnie idealna, ale jest na tyle dobra, że czuje się w niej pewnie.

Natomiast na koniec wspomnę to o czym pisałem na początku –  termika to sprawa indywidualna i to, że ja w tych produktach czułem się dobrze nie daje Wam gwarancji, że w Waszym przypadku będzie podobnie. Aczkolwiek w przypadku X-Bionic jestem wstanie zaryzykować, że będzie podobnie jak u mnie.

Łukasz Biela

Zobacz więcej:

Bestsellery Zobacz więcej

Zapisz się do newslettera i odbierz 10% rabatu na pierwsze zakupy!

Zapisz się