Infolinia 89 506 55 01 Darmowa wysyłka* 2 lata gwarancji* 30 dni na zwrot*

Wszystkie zamówienia o wartości powyżej 200 pln, z dostawą na terytorium Polski, wysyłane są bezpłatnie. Dla zamówień o wartości poniżej 200 pln, koszt dostawy przedstawiony jest w tabeli. Koszt wysyłki towaru poza granice Polski, reguluje cennik dostaw

 

Sklep rozpocznie proces realizacji zamówienia w czasie nieprzekraczającym 24 godzin. Należy przez to rozumieć przyjęcie zamówienia oraz jego kompletowanie – niektóre produkty mogą bowiem znajdować się w różnych magazynach. Dostawa następuje w terminie od 1 do 4 dni roboczych, po złożeniu zamówienia, aczkolwiek dokładamy wszelkich starań, abyś otrzymał przesyłkę w jak najkrótszym terminie. Firmy kurierskie nie dostarczają przesyłek w dni wolne od pracy, w tym soboty i niedziele.

1. Reklamację z tytułu wady zakupionego produktu (jeżeli dokonałeś zakupu produktu od dnia 25.12.2014 r.) lub z tytułu niezgodności towaru z umową (jeżeli dokonałeś zakupu produktu przed dniem 25.12.2014 r.) możesz złożyć:
• bezpośrednio w sklepie stacjonarnym (lista sklepów dostępna tutaj) - w tym celu weź ze sobą reklamowany produkt, dowód zakupu (np. paragon, fakturę VAT) i na miejscu dopełnimy wszelkich formalności. 
• drogą wysyłkową na adres:
SZOPEX- Dutkiewicz sp. z o. o. sp. k.
Dział Reklamacji
ul. Likusy 13, 11-041 Olsztyn 
z dopiskiem "Reklamacja Sklep Biegacza"
- Pamiętaj, że nie przyjmujemy przesyłek za pobraniem.
2. W celu zgłoszenia reklamacji drogą wysyłkową możesz skorzystać z przykładowego formularza reklamacyjnego.
3. W każdym wypadku reklamacja zostanie rozpatrzona niezwłocznie, nie później niż w terminie 14 dni od dnia jej zgłoszenia - o rozpatrzeniu poinformujemy zaś w wybrany przez Ciebie sposób.

Masz prawo odstąpić od zawartej umowy w terminie 30 dni bez podania jakiejkolwiek przyczyny. Termin do odstąpienia od umowy wygasa po upływie 30 dni od dnia, w którym otrzymałeś rzecz lub w którym otrzymała rzecz osoba trzecia przez Ciebie wskazana (inna niż przewoźnik).

W celu skorzystania z prawa odstąpienia od umowy, musisz poinformować nas o swojej decyzji w drodze jednoznacznego oświadczenia. Nasze dane znajdziesz na dowodzie zakupu lub w regulaminie.

Zachęcamy do skorzystania ze wzoru formularza odstąpienia od umowy

Aby zachować termin do odstąpienia od umowy, wystarczy, że wyślesz do nas informację dotyczącą wykonania prawa odstąpienia od umowy przed jego upływem. 

W przypadku odstąpienia od umowy zwrócimy Ci wszystkie otrzymane płatności, w tym koszty dostarczenia rzeczy do Ciebie. 

Zwrotu płatności dokonujemy niezwłocznie, a w każdym przypadku nie później niż w terminie 14 dni od dnia, w którym zostaliśmy poinformowani o odstąpieniu od umowy. Możemy się jednak wstrzymać ze zwrotem płatności do czasu otrzymania rzeczy lub do czasu dostarczenia nam dowodu jej odesłania, w zależności od tego, które zdarzenie nastąpi wcześniej.

Zwrotu płatności dokonamy przy użyciu takich samych sposób płatności, jakie zostały użyte w pierwotnej transakcji, chyba że wyraźnie zgodzisz się na inne rozwiązanie. Jeżeli w pierwotnej transakcji wybrano sposób płatności "gotówka przy odbiorze", zwrotu płatności dokonamy na wskazany przez Klienta numer rachunku bankowego. W każdym przypadku nie poniesiesz żadnych opłat w związku ze zwrotem płatności. 

Prosimy odesłać nam zwracany produkt wraz z wypełnionym formularzem zwrotu i fakturą na poniższy adres:

 

MAGAZYN ZWROTÓW
SZOPEX-DUTKIEWICZ 
sp. z o.o. sp. k. 
ul. Hozjusza 1z
11-041 Olsztyn

Produkt proszę odesłać niezwłocznie, a w każdym razie nie później niż 30 dni od dnia w którym poinformowałeś nas o odstąpieniu od umowy. Termin jest zachowany, jeżeli odeślesz nam rzecz przed jego upływem.

Będziesz musiał ponieść bezpośrednie koszty zwrotu rzeczy. Pamiętaj, że dokonując zwrotu rzeczy odpowiadasz tylko za zmniejszenie wartości rzeczy wynikające z korzystania z niej w sposób inny niż było to konieczne do stwierdzenia charakteru, cech i funkcjonowania rzeczy.

 

biegowi testerzy

Bieganie to rachunek zysków i strat - Cezary Kupiński

Czarek Kupiński nigdy nie przypuszczał, że będzie biegaczem. Jego waga też na to nie wskazywała. Dziś nie tylko biega, ale i swoimi osiągnieciami inspiruje innych.

Na swoim koncie ma starty w maratonach m.in. w Berlinie, Florencji, Rzymie, Marekeszu, Chicago i w Nowym Jorku. Na 50. urodziny zrobił sobie prezent, złamał 3h w maratonie podczas 40. PZU Maratonu Warszawskiego meldując się na mecie z czasem 2:59:28, a trzy tygodnie wcześniej zwyciężył w kategorii M50 w 36. PKO Wrocław Maraton. Jest vice-mistrzem Polski w Półmaratonie Weteranów w kategorii M50. W ubiegłym roku zajął 6. miejsce OPEN i 1 w kategorii na dystansie 130 km podczas Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich. Zwyciężył swoją kategorię wiekową również podczas Rzeźnika Ultra.

Jak zaczęła się jego przygoda z bieganiem? Co mu dało bieganie? Zapraszamy do rozmowy.

Cezary Kupiński Sklep Biegacza Wrocław

Jak zaczęła się Twoja przygoda z bieganiem?

Czarek: Moja historia biegowa rozpoczęła się nietypowo. Pojechałem na szkolenie do Zakopanego. Byłem policjantem. Naszym instruktorem był policjant – maratończyk. Pamiętam jak wspominał, że maraton pokonał w czasie 3:27. Dla mnie był to jakiś kosmos. Nie miałem skali wyobrażenia czy to szybko czy wolno. Spostrzegłem, że reszta moich koleżanek i kolegów wie co mówi, o co w tym chodzi, a ja nic. Były to czasy, kiedy nosiłem koszulę XL i guziki mi wręcz na brzuchu pękały. Trochę mi ta tusza już nawet zaczęła przeszkadzać.

W wolnej chwili poszliśmy na spacer. Byłem wtedy pierwszy raz w Tatrach. Ekipa z którą byłem była dość rozrywkowa. Już po jakiś 300 m usiedliśmy sobie na ławeczce, część wyciągnęła papierosy.

Był to czas, kiedy sam już nie paliłem, więc dym mi trochę przeszkadzał. Odszedłem nieco dalej. Spoglądając na skalistą drogę lekko prowadzącą do góry, zauważyłem, że zbiega z niej jakiś gościu. Obserwowałem go. Pierwsze co sobie pomyślałem – jakiś turysta, który odłączył się od grupy. Czegoś zapomniał i teraz stara się gonić, bo jak wtedy sądziłem – przecież po górach się nie biega.

Zacząłem się przyglądać bardziej. Zobaczyłem lekką kurteczkę, szorty, na nogach adidasy. Może to jednak biegacz – powiedziałem do stojącego obok kolegi. On odpowiedział – „no chyba tak”. Zacząłem – a on tak się nie boi, że mu te nogi gdzieś tam w tych kamieniach się powykręcają? Kolega mówił – „no chyba nie”. Odprowadzałem sobie wzrokiem biegacza i pierwsze co pomyślałem – „ale poje..”.

Wróciłem do Wrocławia. Opowiadałem znajomym historię zobaczenia biegacza górskiego. Było to dla mnie humorystyczne przeżycie. Koleżanka powiedziała – „Tyle razy mówiłem, żebyś poszedł pobiegać to się z tego śmiałeś”. Uznałem – dobra, biegniemy. Założyłem buty, które wydałaby mi się być sportowe i ruszyłem. Udało się o dziwo pokonać nawet jakieś 6,5 km, takim trochę marszobiegiem. Dwa dni później to powtórzyliśmy.

Powiedziała mi, że jak będę biegał 3-tygodnie, to się zaszczepię w tym bieganiu. Uznałem nawet, że to świetny sposób na zrzucenie mojego brzucha. Co 2 dni więc tak biegałem. Tylko nogi zaczynały mnie już boleć tak, że z perspektywy czasu jak sobie przypomnę ten ból, który doskwierał mi zwłaszcza w stopach, to w tym momencie chyba bym już przestał biegać. Wtedy biegałem dalej, bo nie miałem świadomości. Teraz zdecydowanie bym to przerwał.

Po 3-4 tygodniach systematycznego biegania 3 razy w tygodniu przyszły pierwsze efekty. Pokonywałem coraz dłuższy dystans. Zaczynało mi się podobać.

Tyle tylko, że po 1,5 miesiąca zachorowałem. Wylądowałem w szpitalu, przeszedłem operację. Miałem okres rekonwalescencji. Truchtałem, ale zachowawczo. Był to moment, że biegania już mi nawet zaczynało brakować. Już wiedziałem jakie daje profity.

Cezary Kupiński

Już się uzależniłeś?

CzarekTak. Już się zachłysnąłem. Gdy poszedłem na kontrolne badanie do lekarza, uwsłyszałem, że moje zdrowie wróciło do normy, oczywiście z adnotacją, że muszę o siebie dbać. Zapytałem się czy mogę biegać? Okazało się, że bieganie mi nie będzie przeszkadzać – niech pan biega - usłyszałem. Z tej radości, że mogę wracać do pasji, którą już zdążyłem się zauroczyć, zapisałem się na Nocny Półmaraton we Wrocławiu, a ponieważ była promocja, to zapisałem się i od razu na maraton.

Wydawało mi się to genialnym pomysłem. Po dwóch tygodniach się jednak ocknąłem i pytałem sam siebie – „coś ty durniu narobił”. Wiara zaczynała spadać. Nie bałem się o dystans półmaratonu, ale nasłuchałem się tyle o tym, co się dzieje na maratonie, że zaczęła mi doskwierać mała panika.

Wymyśliłem sobie, że pojadę do Wałbrzycha do mojego kolegi – Grzesia, trochę takiego mojego mentora. Wiedziałem, że przebiegł już wiele maratonów. Miałem mieć swój pierwszy, a zaczynały mnie już nawet boleć kolana. Powiedział mi, że to z powodu braku wytrenowania. Trochę mnie to zabolało, bo przecież ja tak systematycznie trenowałem. Pochwalił jednak mój pomysł, by w czerwcu pokonać półmaraton, a we wrześniu maraton, na które byłem zapisany. Tak mnie nakręcił, że uznałem, że po drodze zapiszę się na jeszcze jeden maraton na początku maja rozgrywany w Jelcz-Laskowice. Nie wiem gdzie miałem rozum. Teraz już bym takich rzeczy nie zrobił.

Do tego koledzy namówili mnie na bieganie po górach. Gdy pierwszy raz z nimi wbiegłem 5 km na szczyt Ślęży trasą Górskiego Biegu na Ślężę, to na samym szczycie uznałem, że nigdy w życiu nie robiłem niczego bardziej ekstremalnego. Byłem blisko zgonu.

Było takie mocne tempo?

Czarek: Nie byłem przygotowany. To był bieg w stylu alpejskim. Trudny technicznie. Nie ma dużego przewyższenia, ale trasa potrafi wykończyć. Zwłaszcza kogoś, kto jest tam po raz pierwszy. Uznałem, że bieganie po górach to może niekoniecznie dla mnie, ale zauważyłem też pozytywne aspekty – daje jakąś siłę biegową. Co mogło pozwoli mi się poprawić w biegach asfaltowych. Tam chciałem być coraz lepszy i miałem swój główny cel.

Był nim wspomniany już Nocny Półmaraton we Wrocławiu w czerwcu  2015 r. To tam chciałem się dobrze zaprezentować. Tyle tylko, że było zupełnie inaczej. Pamiętam, że gdy termin biegu nadszedł, po starcie ruszyłem. Pierwszy kilometr na pełnej petardzie. Na drugim – odezwał się już ból kolana. Można powiedzieć – koniec przygody. Pół roku się przygotowywałem, a tutaj takie coś. Wiedziałem, że jak się zatrzymam, to trasy nie ukończę. Dobiegłem w czasie 1:34:53. Było to kolejne doświadczenie, ale dziś 20 km ze sztywną nogą bym nie biegł.

To był cel główny, ale w szalonym sposobie zapisywania się na zawody, szybciej wystartowałeś już na dystansie maratońskim?

CzarekTak, szybciej już miałem pokonany maraton. W maju stanąłem na starcie maratonu Jelcz-Laskowice na który się spontanicznie zapisałem, po jakiś 4 miesiącach biegania. W tym samym biegu startował mój chrześniak, tyle że na 10 km. Gdy trasy dystansów mijały się, powiedział mi – „Wujek, jak ja Ci współczuje”.

Sam nie wiedziałem co tam robię. Trasa to były okrążenia po ok. 10,5 km. Gdy ruszałem na 4 okrążenie, pomyślałem sobie, że ruszam w nieznane. Końcówka maratonu nie była łatwa, jak praktycznie zawsze, co pewnie wiele osób zna. Doświadczyłem też samotności maratończyka.

Na tym biegu, gdy swoje zmagania zakończyły osoby startujące na krótszych dystansach: 10 i 21 km, zostaje ok. 200-250 zawodników na trasie, więc na 3-4 pętli wszyscy się rozciągają. Tak naprawdę biegnie się w samotności. Nie wiedziałem co tam robię, ale udało się ukończyć. Nawet w lepszym czasie niż zamierzałem – 3:39:26. Przyznam, zakładałem czas 3:50-3:55.

Po tym, gdy poszedłem na stołówkę i jadłem makaron, dopiero do mnie właściwie dotarło co się wydarzyło. Popłakałem się ze wzruszenia. Towarzyszyły mi silne emocje. Nie wiem czy kiedyś nawet o tym marzyłem. Może jak byłem dzieckiem. W telewizji leciał wówczas Maraton Pokoju. Jako dzieci bawiliśmy się później w maratończyków biegając wokół bloku. Tak to trochę wtedy działało. Innym razem wszyscy byliśmy kolarzami. Jakoś specjalnie nigdy jednak nie ciągnęło mnie w bieganie. Nie marzyłem o tym.

Mówisz bieganie Ciebie nie interesowało, ale byłeś w inny sposób aktywny?

CzarekWychowywałem się w latach 70-80. Jestem 68. rocznik. Wówczas spędzaliśmy dnie na podwórku. Zawsze to były jakieś gry ruchowe: zabawy w chowanego czy głównie gra w piłkę nożną.

W szkole podstawowej przez 2 lata trenowałem piłkę ręczną w klubie SKS. Był to jednak poziom szkolny, amatorski. W wieku ok. 15 lat postanowiłem zostać gwiazdą rocka. Nie interesował mnie sport. Grałem nawet w zespole. Prowadziłem niezdrowe życie.

Powrócę do tematu zawodów. Zaczynałeś się tak spontanicznie zapisywać, bo spodobała Ci się atmosfera startowa?

Czarek: Wiele rzeczy mi się spodobało. Na początku oczywiście była duża niepewność i lęk. Z tym zresztą jest taka anegdota z pierwszymi zawodami na które się zapisałem, ale o tym może za chwilę. Podobały mi się gadżety: pierwsza koszulka, medal, upominek… Ale też taka trochę elitarność i prestiżowość. Jak stanąłem na starcie swojego pierwszego większego biegu Półmaratonu Ślężańskiego, gdzie startowało 4,5 tys. osób, to ta otoczka: muzyka, orkiestra i wystrzał z armaty, sprawiły, że adrenalina i emocje były niesamowite. Trochę mnie to urzekło.

Poza tym, gdy tak zaczynam się zastanawiać i analizować, co ja tak naprawdę kocham w tym bieganiu, to dochodzę do wniosku, że ja nie lubię biegać. Ludzie opowiadają o uderzeniach endorfin, uśmiechają się. To są jednak rzeczy, których ja osobiście nie doświadczam. Powiedzmy, że na tysiąc treningów, które przez lata wykonałem, pokonując ok. 4,5 tys. km rocznie, to może pamiętam z 3-5 takich w których miałem jakieś uderzenie endorfin. Biegło mi się łatwo, lekko i przyjemnie, było wesoło.

W większości przypadków jednak albo doświadczam jakiegoś stresu albo dyskomfortu albo w głowie mam zupełnie inne myśli, coś analizuję. Można powiedzieć, bieganie nie jest dla mnie żadnym źródłem przyjemności. Doszedłem jednak do wniosku, że chodzi tutaj o rachunek zysków i strat. Mimo wszystko z biegania mam więcej zysków, m.in. zleciałem z wagi, mam niesamowity poziom odporności, zdrowia, wytrzymałości. Widzę jak zmieniła się moja psychika. To takie moje osobiste czynniki.

Ale są też środowiskowe: lubię atmosferę biegów, lubię rywalizację, mogę poznawać nowe miejsca. Zacząłem więcej jeździć. Biegłem m.in. maraton w Nowym Jorku czy Chicago. Nigdy w życiu bym nie pomyślał, że w takich miejscach będę. Dzięki bieganiu poznałem też nowe środowisko.

Jak sam mówisz startowałeś w wielu miejscach, ale wracając do początków, gdzie właściwie był Twój pierwszy start?

Czarek: To dosyć zabawna historia. Biegałem wtedy może od jakiegoś miesiąca. Było to jeszcze przed załamaniem zdrowotnym. Na biurko otrzymałem plan zabezpieczenia imprezy biegowej na 5 km. Pomyślałem sobie, że to blisko, pod Wrocławiem. Znałem organizatora, zadzwoniłem do niego. On chyba raczej mnie nie poznał, nie kojarzył mnie raczej z bieganiem. Pojechałem tam. Była to bardzo lokalna impreza, wystartowało może z 30 osób.

Wymyśliłem sobie, że dobrze byłoby złamać 25 min. Włączyła się adrenalina, poniosło mnie. Byłem mistrzem 1 km. Potem niestety zacząłem słabnąć. Z racji tego, że były to rejony, gdzie się wychowałem. Pomyślałem sobie, że jak się zatrzymam i będę szedł, to wszyscy będą się ze mnie śmiali, bo wiedzą kim ja jestem. Przyniosę wstyd sobie, rodzinie, policji, wszystkim dookoła. Zamotywałem się. Dobiegłem na metę, ale tak zmęczony, że później z 2 dni nie mogłem chodzić.

W swoim pierwszym biegu okazało się, że wygrałem kategorię wiekową, ale byłem jedyny w tej kategorii. Mimo to jak powiedział kolega, pierwsze zawody od razu podium, to już na pewno przepadłem w bieganiu.

Kiedy się przekonałeś do gór, skoro na początku raczej uznałeś, że to niekoniecznie dla Ciebie? Obecnie startujesz przecież też w górskich biegach ultra.

Czarek: Tak naprawdę nigdy nie przekonałem się do gór. Biegam w górach, tu jednak musielibyśmy przejść do tematu kiedy sobie wymyśliłem, że zostanę ultrasem. Choć wiele obserwujących mnie osób mówi, że ja się tak trochę rzucam na szerokie wody, robię dużo nieprzemyślanych rzeczy, to wbrew pozorom jednak na swój sposób mam to wszystko poukładane. Nawet nim pokonałem swoją pierwszą setkę to szybciej startowałem na 47, 53 czy 64 km. Wtedy i tak trochę nie ogarniałem jeszcze, że mogę taki długi dystans przebiec. I do niej dążyłem można powiedzieć małymi krokami.

Moim głównym celem było złamanie 3h w maratonie. Góry były mi do tego potrzebne. Pozwalają budować wytrzymałość, siłę biegową. Z drugiej strony na pewnym etapie zrozumiałem, że biegi w górach to przygoda. Mogłem wydłużać dystans, rodziły się nowe cele. Już mam punkty, że mógłbym zapisać się na UTMB. Na razie jednak zapisałem się na Dolnośląski Festiwal Biegów Górskich na 240 km, ale i do tego też podchodziłem etapami. Wystartowałem na 110 km, kolejnego roku na 130 km. Choć już po 110 km znajomi namawiali mnie na całość. Wolałam sprawdzić się jeszcze na 130 km. 

Zatem głównym celem na ten rok jest 240 km?

CzarekTak. Startem docelowym miał być Dolnośląski Festiwal Biegów Górskich. Miałem co prawda czas kwalifikacyjny na Boston Marathon, ale zrezygnowałem. I tak wiadomo, że w obecnej sytuacji bym nie poleciał. Miałem też cele pośrednie. Chciałem wystartować w maratonie w Dębnie, pobiec Ultra Gwint, Rykowisko. Start w Lądku analizowałem dokładnie pod kątem taktyki, sprzętu, także tego na jakie fragmenty trasy wrócić.

Nie jest to więc taki start na przysłowiową pałę, jakby się mogło było wydawać. Kiedyś bałem się biegać np. w nocy, okazało się, że nie mam z tym problemu. Miałem też taki pomysł, nim nadeszły obecne czasy, że wystartuję z piątku na sobotę w Sudeckiej Setce, pobiegnę ją ambitnie, a na drugi dzień chciałem wystartować w Nocnym Półmaratonie we Wrocławiu i już go pobiec na spokojnie. Byłby to sprawdzian, czy wytrwam dwie noce bez snu.

Z kolei na drugą część sezonu zapisałem się na Iron Run podczas Festiwalu Biegowego.

Patrząc na doświadczenie, jaki był Twój najtrudniejszy Twój bieg?

Czarek: Na pewno ubiegłoroczny Rzeźnik Ultra był moim najtrudniejszym biegiem górskim. Ilość błota, która tam była, była wręcz dramatem. Do tego zaliczyłem wywrotkę, połamałem kije. Wyglądałem bardziej jak górnik niż biegacz. To też pokazuje jaka potrafi być przewrotność losu. W trakcie okazało się też, że zgubiłem trasę, wbiegłem na trasę biegu w parach. Nadrobiłem ok. 5 km.

Było to dla mnie ważne, bo wszystko wskazywało na to, że mogę wygrać kategorię. Na bieżąco dostawałem informację o zapasie jaki mam nad kolejnym zawodnikiem. Tyle tylko, że przez zgubienie trasy z godziny przewagi, zrobiło się tylko 15 min, a na kolejnym punkcie kontrolnym różnica między nami malała. Nie chciałem odpuścić. Ostatecznie byłem tak zajechany, że pomagano mi ściągnąć buty, wciągano mnie do samochodu. Z tydzień nie mogłem chodzić. Ten bieg zajął mi ponad 18h.

Drugim najtrudniejszym biegiem był bieg na Sky Tower. 7 min i kilka sekund spowodowało, że wyglądałem niemal tak samo jak po Rzeźniku Ultra. Na mecie wręcz wpadłem pod stół z medalami. Draganie ciała towarzyszyło mi jeszcze przez godzinę. Pokazało mi, że nie wszystko jest dla mnie. Bo tam chyba przekroczyłem granicę. Nauczyło mnie to pokory. W biegach tak trochę jest, jak nie masz pokory, to poznasz smak upokorzenia.

Dziś można Ciebie spotkać w Sklepie Biegacza. Zacząłeś się interesować sprzętem biegowym?

Czarek: Biegałem z Kasią kierowniczką sklepu w jednej drużynie. Akurat poszukiwany był pracownik. Miałem czas, więc aplikowałem. Miałem już nieco biegowego doświadczenia. Dziś też i mam już znacznie większą wiedzę sprzętową. Do tego mam okazję testować różne rzeczy.

Od razu włączyłem się w treningi naszej drużyny biegowej Sklep Biegacza Running Team. Koordynatorem, trenerem jest Bartek – nasz Zastępca Kierownika, zaangażowanym uczestnikiem. Treningi rozpoczynamy w każdy czwartek po godz. 19.00. W lecie ubiegłego roku, tak trochę spontanicznie, trochę z potrzeby zgłaszanej przez naszych zawodników zaczęliśmy przygotowania do maratonu we Wrocławiu. Uważam, że ta nasza inicjatywa miała pozytywny rezultat, bo czworo naszych podopiecznych ukończyło swój pierwszy bieg maratoński i już realizują Koronę Maratonów Polskich pod naszym okiem.

Ten pomysł zaczęliśmy rozwijać i doszliśmy do wniosku, że oprócz naszych czwartkowych spotkań biegowych możemy realizować treningi na trasach różnych biegów organizowanych we Wrocławiu i okolicach. Rekonesans trasy połączony z omówieniem trudnych odcinków, opracowaniem strategii żywieniowej czy też taktyki na zawody.

SBRT Wrocław

SBRT Wrocław

Zaczęły się wyjazdy w Masyw Ślęży do Sobótki, gdzie trenowaliśmy na trasie Górskiego Zimowego Maratonu i Półmaratonu Ślężańskiego. Impreza ta odbyła się 11 stycznia i nasi podopieczni startowali na obu dystansach, debiutując w swoim pierwszym biegu górskim. Po chwili odpoczynku przyszedł czas na wspólne treningi na trasie Panas Półmaratonu Ślężańskiego. Ten bieg, to wielkie otwarcie sezonu biegowego na Dolnym Śląsku, prestiżowa impreza na wyjątkowo malowniczej i trudnej trasie.

Te treningi połączyliśmy z wydarzeniami organizowanymi przez Sklep Biegacza – testowaliśmy buty m.in. Mizuno, a energię na trasie zapewniały nam produkty Squeezy. Na tych eventach zawsze dzielę się swoim doświadczeniem z zawodów, omawiam i pokazuję trasę. Oczywiście sam też odbywam swój trening ale zawsze wracam po tych co biegną na końcu, dobiegam z nimi do mety i motywuję w chwilach kryzysu.

Zaczęły kiełkować nowe pomysły: treningi na trasie Sudeckiej Setki w Boguszów Gorce, na trasach Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich w Lądku Zdrój w ramach organizowanego kilkudniowego obozu biegowego itp. To był bardzo dynamiczny okres, a entuzjazm naszych podopiecznych, ich radość na mecie i wdzięczność po porostu uskrzydlała i była inspiracją, samonapędzającą się machiną. Niestety, życie pisze czasami zadziwiające scenariusze i  obecna sytuacja epidemiologiczna zmusiła nas do zawieszenia tych działań. Wierzę, wiem, że wrócimy do tego niebawem. Z jeszcze większym entuzjazmem i mocą i determinacją. Bo jeszcze wiele startów i nowych wyzwań przed nami.

Dzięki za rozmowę!

 

Agata Masiulaniec

Sklep Biegacza

 

Ocena: 5